Zasiedziała się z przyjaciółkami w restauracji, rozmowy się przeciągnęły.
In przedpokoju o mało nie potknęła się o dużą torbę podróżną Wadima.
„Będę musiała mu na to zwrócić uwagę — pomyślała. — Postawił na samym środku korytarza. A gdybym upadła?”
Rzuciła okiem na torbę i uznała, że Wadim prawdopodobnie wybiera się w podróż służbową.
„Tylko dlaczego torba jest taka duża? Na długo czy co? No i dobra. Szczerze mówiąc, zaczął mnie już męczyć swoją prostotą” — przemknęło Janie przez głowę.
Poszła spać.
Wadim już dawno smacznie spał.
Rano obudził ją.
Chociaż jaki ranek?
Na zegarze była już dziesiąta.
Ale dla Jany uważało się to za prawdziwy świt.
Tym bardziej że Wadim miał dzień wolny — mógłby sam pospać dłużej.
— Wstawaj, śpiochu, mam dla ciebie dobrą wiadomość — powiedział.
Jana niechętnie wstała, narzuciła szlafrok, nalała sobie kawy i usiadła przy stole.
Wadim patrzył na nią spokojnie.
— Moja droga, postanowiłem w końcu uwolnić cię od mojej obecności. Rozumiem, jak ciężko ci ze mną. Niedawno przypadkowo usłyszałem, jak skarżyłaś się przyjaciółkom, że jesteś zmęczona gotowaniem obiadów. Teraz nie musisz już gotować swojego popisowego dania — posklejanego spaghetti z serem. I pierogów z parówkami też nie będziesz musiała już kupować. Pięknie.
Jana się pogubiła.
— Wcale nie jest mi ciężko! Wszystko źle zrozumiałeś!
Wadim tylko się uśmiechnął z pobłażaniem.
— Mieszkaliśmy razem przez trzy lata. I przez ten czas prawie zawsze byłaś ze mnie niezadowolona. Według twoich słów, ciągle wszystko robię nie tak.
Milczał chwilę i kontynuował:
— Nie zajmuję prestiżowego stanowiska, jak mężowie twoich przyjaciółek. Wstydzisz się wychodzić ze mną do ludzi. Jestem tylko robotnikiem. Jak kiedyś powiedziałaś — stoimy na różnych stopniach.
Spojrzał na nią uważniej.
— Oczywiście, gdzie mi tam do ciebie? Przecież ukończyłaś szkołę na same trójki. Czy przeczytałaś chociaż jedną książkę z programu szkolnego sama?
Jana spłonęła rumieńcem.
— Co ty, postanowiłeś mnie rzucić? A pomyślałeś, jak będę żyć?
— Za mieszkanie zapłaciłem z góry na pół roku — odpowiedział spokojnie.
— Nie wyrzucam cię. Żyj. Na początek możesz znaleźć pracę.
Uśmiechnął się.
— Ach tak, zapomniałem. Praca to przecież dla ciebie strata czasu. Płacą mało, a siedzieć tam trzeba cały dzień.
Omiótł wzrokiem mieszkanie.
— I kto teraz będzie utrzymywał porządek w naszej kawalerce? Kto będzie gotował spaghetti? Prał? To przecież taka ciężka praca. A co z twoimi ukochanymi salonami piękności? Na nie nie starczy już czasu.
Jana zmarszczyła brwi.
— A pieniądze na pierwszy dropped czas mi zostawisz?
— Z pieniędzmi też radź sobie sama. Masz przecież zawsze milion pomysłów. Spróbuj zrealizować choć jeden. W ostateczności pomogą rodzice. Sama przecież mówiłaś: jeśli zrobi się naprawdę ciężko — oni pomogą.
Pokręcił głową.
— Prawdę mówiąc, nigdy w to nie wierzyłem. Mają jeszcze dwie młodsze córki. Poza tym ode mnie samego nie raz pożyczali pieniądze. Oczywiście bez zwrotu.
Wadim mówił spokojnie, ale w jego głosie czuć było zmęczenie.
— Możesz sprzedać biżuterię, którą dawałem ci na święta. Masz jej dużo. Ubrań też nie brakuje — tyle rzeczy, że nawet siostrom nie wszystko się dostało.
Jana szepnęła z żalem:
— Jaki ty jesteś małostkowy… Wszystko podliczyłeś.
— Nie. Nie jestem małostkowy. Po prostu w końcu wszystko zrozumiałem. Za późno, ale zrozumiałem.
Zrobił pauzę.
— Dla ciebie byłem tylko stopniem do rzekomo pięknego życia. Inaczej już dawno zgodziłabyś się sformalizować związek i urodzić dziecko.
Wadim ciężko westchnął.
— Mam już trzydzieści dwa lata. Chcę rodziny. Chcę własnego domu. Mam dość życia w wynajmowanym mieszkaniu. Ale z twoimi wymaganiami nic mi nie grozi.
Uśmiechnął się ponuro.
— Jestem najlepszym spawaczem argonowym w brygadzie. Mam najwyższą pensję. I co z tego? Wszystko wydajemy. Wszystko do grosza. I ciągle ci mało.
Przypomniał sobie jej słowa.
— Wstydzisz się przed przyjaciółkami, że odpoczywamy w Turcji, a nie w Hiszpanii czy na Kanarach. Może w takim razie warto wybierać prostsze przyjaciółki?
Jana milczała.
— Droga, teraz jesteś wolna. Nie przeszkadzam ci już budować pięknej przyszłości. Jesteś zadbaną, piękną, w pełni niezależną kobietą. Idź zdobywać szczyty. Albo mężczyzn — co ci się bardziej podoba.
W tym momencie Wadimowi zadzwonił telefon.
Spojrzał na ekran.
— Taksówka przyjechała.
Wziął torbę.
— Żegnaj.
Już w drzwiach usłyszał za sobą potok niezadowolonych słów od swojej byłej już partnerki.
Ale Wadim nic nie odpowiedział.
Nie powiedział Janie, że zamierza wziąć kredyt na pierwszy wkład i sformalizować hipotekę. Sam będzie w stanie pociągnąć i mieszkanie, i opłaty.
Tak skończyło się ich rozstanie.
Ta historia oparta jest na realnych wydarzeniach, którymi podzielił się nasz czytelnik. Wszelkie zbieżności imion lub miejsc mogą być przypadkowe.




