— Lena, w naszych czasach to zupełnie zwyczajna praktyka — mówił Jura takim tonem, jakby wyjaśniał coś oczywistego.
— Wszyscy ludzie, którzy myślą o przyszłości, podpisują intercyzę.
— Nie jesteśmy milionerami, Jura — sprzeciwiłam się.
— Mam tylko jednopokojowe mieszkanie kupione na kredyt, a ty masz firmę, która wciąż spłaca długi.
— Właśnie dlatego potrzebujemy ochrony…
— Nie wzięliśmy jeszcze ślubu, a ty już chcesz pozbawić mnie mojego mieszkania?
Stałam w kuchni z kubkiem herbaty i patrzyłam na człowieka, którego jeszcze kilka minut temu uważałam za najbliższego.
Ale teraz przede mną siedział jakby inny mężczyzna.
W jego spojrzeniu pojawiło się coś obcego i niepokojącego.
— Ołena, wszystko odbierasz niewłaściwie — powiedział zmęczony, pocierając nasadę nosa.
— Po prostu myślę o naszej przyszłości.
— Chcę, żebyśmy oboje byli chronieni.
— To absolutnie normalne.
— Normalne? — gwałtownie odstawiłam kubek na stół.
— Proponujesz mi, żebym na miesiąc przed ślubem przepisała moje mieszkanie na twoją matkę, i uważasz to za normalne?
— Nie przepisała, a dokonała darowizny z dożywotnim prawem zamieszkania dla ciebie — poprawił mnie.
Widać było, jak starannie dobiera każde słowo, jakby przygotowywał się do tej rozmowy z wyprzedzeniem.
— To zupełnie inne rzeczy.
— Dla mnie nie ma różnicy — odpowiedziałam, siadając naprzeciwko.
— Mieszkanie przestanie być moje i stanie się własnością Galiny Pietrownej.
— Mama nigdy nie wyrzuci cię za drzwi.
— A jeśli się rozwiedziemy?
Jura wyraźnie posmutniał.
— Kochamy się.
— Dlaczego od razu myślisz o rozwodzie?
— Ponieważ proponujesz bardzo dziwne rzeczy jeszcze przed ślubem.
— Wyjaśnij mi szczerze: po co moje mieszkanie twojej mamie?
Westchnął ciężko i oparł się o oparcie krzesła.
— Dobrze.
— Słuchaj.
— Mam firmę.
— Warsztat samochodowy.
— Dwa warsztaty samochodowe.
— I niedługo będzie trzeci.
— Biznes to ryzyko.
— Kredyty, kontrole, podatki, dostawcy.
— Nigdy nie wiadomo, co może się stać.
— I co dalej?
— Jeśli pojawią się poważne problemy, mogą ucierpieć nasze wspólne aktywa.
— Po ślubie mieszkanie stanie się majątkiem wspólnym.
— A jeśli będzie zapisane na mamę, nikt nie będzie mógł go ruszyć.
Milczałam, trawiąc to, co usłyszałam.
— Ale to moje mieszkanie, Jura.
— Jedyne.
— Przez osiem lat spłacałam kredyt hipoteczny.
— Właśnie dlatego trzeba je chronić! — ożywił się.
— Nie chcę, żebyś z powodu ewentualnych trudności została kiedyś bez dachu nad głową.
— Nazywasz troską to, że proponujesz przepisać moje mieszkanie na twoją matkę?
— Tymczasowo — nakrył moją dłoń swoją.
— Dopóki sytuacja się nie ustabilizuje.
— Potem wszystko przepisujemy z powrotem.
— A jeśli nie przepiszecie?
— Ołena, przecież znasz moją mamę.
— To porządna kobieta.
Rzeczywiście znałam Galinę Pietrowną od trzech lat.
Zawsze miła, życzliwa, z ciastami i poczęstunkiem.
Ale z jakiegoś powodu właśnie teraz przypomniała mi się jej rozmowa przez telefon sprzed pół roku:
„Mieszkanie musi być zapisane prawidłowo, Tania. Żeby potem nie pojawiły się żadne pytania”.
— Dlaczego zacząłeś o tym mówić dopiero teraz?
— Na miesiąc przed ślubem?
— Bo niedawno konsultowałem się z prawnikiem.
— Wyjaśnił mi wszystkie niuanse.
— Z jakim prawnikiem?
— Z naszym rodzinnym.
— Mama poprosiła go, żeby powiedział nam o intercyzie.
— Czekaj — cofnęłam rękę.
— Jaka intercyza?
— Nigdy o tym nie rozmawialiśmy.
— Ołena, teraz to zupełnie normalne.
— Wszyscy rozsądni ludzie sporządzają takie dokumenty.
— Nie jesteśmy oligarchami, Jura.
— Mam mieszkanie na kredyt, a ty masz kredyty firmowe.
— Dlatego potrzebujemy ochrony.
Podeszłam do okna.
Na ulicy zapalały się już latarnie, zapadał zmierzch.
Za miesiąc miał się odbyć nasz ślub.
— Suknia kupiona.
— Sala bankietowa zarezerwowana.
— Zaproszenia wysłane.
— Czyli dobrze rozumiem?
— Chcesz, żebym przekazała mieszkanie twojej matce, podpisała intercyzę i żeby to wszystko zrobić przed ślubem?
— Nie przekazała, a zapisała — podszedł do mnie i objął mnie za ramiona.
— A intercyza po prostu określa prawa stron w przypadku rozwodu.
— I co zostanie dla mnie, jeśli mieszkanie będzie zapisane na twoją matkę?
Zmieszał się.
— Formalnie mieszkanie będzie należeć do mamy.
— Ale będziesz mogła mieszkać tam dożywotnio.
— Będzie to zapisane w dokumentach.
— Czyli będę mieszkać w mieszkaniu, które już do mnie nie należy?
— Nie dramatyzuj.
Gwałtownie odwróciłam się do niego.
— Nie dramatyzuję.
— Próbuję zrozumieć sens.
— Moje mieszkanie przechodzi na twoją matkę.
— A co dostaję ja?
— Ochronę.
— Pełną ochronę przed wszelkimi ryzykami biznesowymi.
— A ty dostajesz ochronę przed ryzykiem małżeństwa — wymsknęło mi się.
Jura zmarszczył brwi.
— Co masz na myśli?
— To, że w przypadku rozwodu tobie zostaną warsztaty, konta i moje mieszkanie zapisane na mamę.
— A mi nie zostanie nic.
— Będziesz miała prawo zamieszkania!
— W cudzym mieszkaniu — nalałam sobie wody.
— Ręce drżały mi zdradziecko.
— Rozumiesz, jak to wygląda?
— Proponujesz mi dobrowolną rezygnację ze wszystkiego, na co zapracowałam.
— Proponuję budować rodzinę na zaufaniu!
— Na zaufaniu? — zaśmiałam się gorzko.
— Zaufanie to wtedy, gdy nie żąda się przepisywania majątku.
— A ty prosisz o zaufanie tak duże, by oddać jedyne mieszkanie.
Znów usiadł przy stole.
— Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się takiej reakcji.
— Mama była pewna, że wszystko zrozumiesz.
— Więc pomysł należy do niej?
— Dyskutowaliśmy o tym razem.
— I ile czasu?
— Ostatnie dwa tygodnie.
— Dwa tygodnie omawialiście moje mieszkanie za moimi plecami?
— Nie twoje mieszkanie, tylko sposób, żeby je chronić! — wybuchnął.
— Doskonale rozumiem różnicę.
— Teraz mieszkanie należy do mnie.
— Po waszym planie — już nie.
— Zostanie w rodzinie!
— W waszej rodzinie.
Jura uważnie mi się przyjrzał.
— Nie rozumiem, dlaczego tak się opierasz.
— Jeśli jest między nami miłość, jaka różnica, na kogo zapisany jest majątek?
— Jeśli nie ma różnicy, zostawmy wszystko tak, jak jest.
— Ale wtedy nie będzie ochrony!
— Przed kim?
— Przed twoimi wierzycielami?
— Przed wszelkimi nieprzyjemnościami!
Potrząsnęłam głową.
— Wiesz, coraz bardziej wydaje mi się, że wcale nie chronisz mnie.
— Chronisz siebie przede mną.
— To kompletny absurd.
— Prawda?
— W takim razie odpowiedz szczerze.
— Gdybyś miał mieszkanie, przepisałbyś je na moją matkę?
Odwrócił wzrok.
— To co innego.
— Dlaczego?
— Bo muszę brać pod uwagę ryzyko biznesowe.
— A ja nie muszę myśleć o własnym ryzyku?
Milczał.
— Wygląda na to, że wreszcie zrozumiałam, co się dzieje.
— Twoja mama wymyśliła idealny schemat.
— Żenisz się z kobietą, która ma mieszkanie, a jeśli coś pójdzie nie tak — mieszkanie i tak zostanie w waszej rodzinie.
— Myślisz poważnie, że zamierzam się żenić dla mieszkania?
— A co innego mam myśleć?
Jura gwałtownie wstał.
— Może w takim razie rzeczywiście nie powinniśmy się żenić, jeśli aż tak mi nie ufasz.
— A jeśli ty ufasz mi, po co te wszystkie przepisywania?
Staliśmy po obu stronach stołu i patrzyliśmy na siebie.
— Wszystko psujesz, Ołeno — powiedział.
— Kocham cię.
— To moje mieszkanie, Jura.
— Nie formalność.
— Nie papier.
— Nie schemat.
— Mój dom.
— Po ślubie będzie nasz!
— Nie.
— Według waszego planu będzie twój i mamy.
Podałam mu kurtkę.
— Idź do domu.
— I przemyśl to.
— O czym?
— O tym, kogo zamierzasz wziąć za żonę — mnie czy moje mieszkanie.
Założył kurtkę i zatrzymał się w drzwiach.
— Czyli odmawiasz?
— Ślubu czy przekazania mieszkania?
— Bez jednego nie będzie drugiego.
Wszystko we mnie opadło.
— Czyli to ultimatum?
— To warunek.
— Mama nie da błogosławieństwa, jeśli się nie zgodzisz.
— Masz trzydzieści osiem lat, a wciąż czekasz na błogosławieństwo mamy?
— Nie potrzebuję kpin.
— A czego potrzebujesz? Bezwarunkowego posłuszeństwa?
— Trzeba myśleć o rodzinie.
— Właśnie o rodzinie teraz myślę.
— Bo w normalnej rodzinie nie żąda się oddania mieszkania jeszcze przed ślubem.
Otworzył drzwi.
— Zadzwonię jutro.
— Nie dzwoń.
— Zadzwoń tylko wtedy, kiedy zdecydujesz, co jest dla ciebie ważniejsze — ja czy moje mieszkanie.
— To nieuczciwe.
— Nieuczciwe — to zostawić przyszłą żonę bez majątku jeszcze przed zarejestrowaniem małżeństwa.
Drzwi się zamknęły. Oparłam się o nie plecami. Dziwne, ale zamiast rozpaczy czułam ulgę.
Jakbym w ostatniej chwili zdołała dostrzec prawdę, którą wcześniej uporczywie ignorowałam.




