Ludmiła siedziała w kuchni i liczyła banknoty.
Banknoty pięciotysięczne, tysięczne, kilka setek — wszystko to składało się na znaczną kwotę.
Dwieście tysięcy rubli.
Dwa lata oszczędzania, odmawiania sobie nowych ubrań, niechodzenia do kawiarni, a nawet rezygnacji z prostych przyjemności, takich jak kino z przyjaciółkami.
Ale cel był tego wart.
Samochód.
Własny samochód, którym mogłaby jeździć do pracy, nie musząc gnieździć się w przepełnionych autobusach.
Którym mogłaby jeździć do rodziców w sąsiednim mieście, nie będąc zależną od rozkładu jazdy pociągów.
Mieszkanie było dwupokojowe, położone na trzecim piętrze starego pięciopiętrowego budynku.
Jeden pokój należał do Ludmiły i jej męża, drugi do jej teściowej, Lariny Juriewnej.
Kobieta została wdową pięć lat temu i od tego czasu mieszkała z synem.
Kiedy Siergiej sprowadził Ludmiłę do domu, teściowa przyjęła ją chłodno, ale bez otwartej wrogości.
— Mieszkajcie tutaj — powiedziała wtedy Larina Juriewna.
— Tylko musi być porządek i nie chcę widzieć waszych kłótni.
Ludmiła skinęła głową, mając nadzieję, że relacje poprawią się z czasem.
Ale czas mijał, a teściowa pozostawała chłodna i nieufna.
Ciągle kontrolowała, jak Ludmiła gotuje, jak sprząta, jak robi pranie.
Robiła uwagi i porównywała ją do siebie:
— W twoim wieku potrafiłam już wszystko. Ale widzę, że prowadzenie domu nie jest twoją mocną stroną.
Ludmiła to znosiła.
Pracowała w przychodni jako pielęgniarka, pensja była mała, ale stabilna.
Część pieniędzy wydawała na wspólne potrzeby, część odkładała.
W tajemnicy.
Ponieważ wiedziała: gdy tylko teściowa dowie się o oszczędnościach, zaczną się żądania podziału.
Siergiej pracował jako kierowca ciężarówki, zarabiał przyzwoicie, ale pieniądze uciekały nie wiadomo gdzie.
A to trzeba było naprawić samochód, a to jego matka potrzebowała lekarstw, a to znowu coś innego.
Ludmiła proponowała wspólne zarządzenie budżetem i planowanie wydatków, ale mąż zbywał to machnięciem ręki:
— To nie twoja sprawa. Mężczyzna sam to sobie poukłada.
Ludmiła nie protestowała.
Po prostu oszczędzała dalej.
Każdego miesiąca odkładała pięć, czasem dziesięć tysięcy.
Wkładała banknoty do koperty, którą chowała w teczce z dokumentami na górnej półce szafy w sypialni.
Tam też leżały jej paszport, dyplom i akt małżeństwa.
Dziś był koniec października i Ludmiła liczyła swoje oszczędności po raz ostatni.
Jutro miała spotkać się ze sprzedawcą — mężczyzna sprzedawał używany samochód za dwieście tysięcy.
Auto było stare, ale w dobrym stanie, Ludmiła sprawdziła wszystko wcześniej.
Pozostało tylko odebrać pieniądze i sfinalizować transakcję.
Ludmiła włożyła banknoty starannie z powrotem do koperty, zakleiła ją i włożyła do teczki.
Wstała, podeszła do sypialni i położyła teczkę na górnej półce szafy, za stosem ręczników.
Potem zamknęła drzwi i odetchnęła.
Jutro wszystko się zmieni.
Siergiej był w trasie i miał wrócić dopiero wieczorem.
Larina Juriewna już rano wyszła do przyjaciółki.
Ludmiła została sama i to ją cieszyło — mogła spokojnie uporządkować myśli i pomarzyć o nowym życiu.
Ludmiła podeszła do kuchni, włączyła czajnik i usiadła przy oknie.
Na zewnątrz mżyło, liście z drzew prawie wszystkie opadły, pozostało tylko kilka żółtych plam.
Jesień tego roku była szara i deszczowa, ale Ludmile to nie przeszkadzało.
Wręcz przeciwnie, deszcz działał uspokajająco i pomagał jej się skoncentrować.
Telefon zawibrował.
Wiadomość od Siergieja: „Utknąłem w korku. Będę późno. Odgrzej jedzenie”.
Ludmiła odpowiedziała krótko: „Dobrze”.
Położyła telefon na stole i zastanowiła się.
Czy powinna powiedzieć mężowi o samochodzie?
Z jednej strony ukrywanie zakupu nie miało sensu — samochód będzie stał na podwórku, każdy go zobaczy.
Z drugiej strony Ludmiła bała się reakcji Siergieja.
Jej mąż uważał, że tylko on powinien podejmować ważne decyzje i prawdopodobnie nie byłby zadowolony z samodzielności żony.
Ludmiła zdecydowała, że powie mu po zakupie.
Postawi go przed faktem dokonanym.
Samochód kupiony, jest na jej nazwisko, wszystko legalnie.
Dyskusje byłyby bezcelowe.
Czajnik zagotował się.
Ludmiła zaparzyła herbatę, dodała cukier i piła ją powoli, gapiąc się przez okno.
Potem umyła kubek, wytarła stół i poszła do pokoju.
Położyła się na łóżku, przykryła pledem i zamknęła oczy.
Było jeszcze trochę czasu do wieczora, mogła chwilę odpocząć.
Ludmiła obudziła się od trzaśnięcia drzwi wejściowych.
Otworzyła oczy, spojrzała na zegarek — wpół do siódmej wieczorem.
To oznaczało, że ktoś przyszedł.
Ludmiła wstała z łóżka, poprawiła włosy i wyszła do przedpokoju.
W holu stała Larina Juriewna.
Teściowa zdejmowała mokry płaszcz przeciwdeszczowy, jej twarz wyrażała niezadowolenie.
— Dobry wieczór, Larino Juriewna — przywitała się Ludmiła.
Teściowa skinęła głową, nie patrząc na synową.
— Dobry wieczór. Czy Siergiej jest w domu?
— Nie, spóźni się. Napisze, kiedy będzie.
— Rozumiem.
Larina Juriewna poszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi.
Ludmiła wróciła do kuchni, wyjęła garnek zupę z lodówki i postawiła go na kuchence, aby go podgrzać.
Potem pokroiła chleb, położyła go na talerzu i nakryła do stołu.
Po pół godzinie Larina Juriewna wyszła ze swojego pokoju.
Przebrała się w domowe ubranie, jej włosy były spięte w kucyk.
— Będziesz jadła? — zapytała Ludmiła.
— Tak. U mojej przyjaciółki nie zaproponowali nic konkretnego, tylko ciastka.
Kobiety usiadły przy stole.
Ludmiła nalała zupę do talerzy i dodała śmietany.
Larina Juriewna jadła w milczeniu, od czasu do czasu rzucając krótkie spojrzenia na synową.
— Ludmiło — powiedziała w końcu teściowa — powinnaś kiedyś posprzątać tę półkę w szafie w sypialni.
— Wszystko leży tam tak porozrzucane.
Ludmiła stała się czujna.
— Półkę? Którą?
— Górną. Szukałam dzisiaj ręcznika, otworzyłam szafę i był tam bałagan.
Krew odpłynęła z twarzy Ludmiły.
Górna półka.
Tam leżała teczka z pieniędzmi.
— Larino Juriewna, dlaczego otwierała pani naszą szafę? To pokój mój i Siergieja.
Teściowa uniosła brew.
— Wasz? Mieszkanie należy do mnie, tak przy okazji.
— Mam prawo sprawdzać, co gdzie leży.
— Ale pani ma swój własny pokój, swoją szafę…
— Nie pouczaj mnie! — powiedziała ostro Larina Juriewna.
— Jestem gospodynią w tym mieszkaniu, a ty jesteś tu tymczasowym lokatorem. Pamiętaj o tym.
Ludmiła ścisnęła łyżkę tak mocno, że pobielały jej kłykcie.
Jej oddech przyspieszył, w skroniach zaczęło pulsować.
Teściowa myszkowała w ich szafie.
Widziała teczkę.
Może nawet ją otworzyła.
— Czy pani… patrzyła, co jest w teczce? — zapytała cicho Ludmiła.
Larina Juriewna zmrużyła oczy.
— No i co z tego, czy było tam coś tajnego?
— Były tam moje dokumenty. Osobiste rzeczy.
— No to co? Dokumenty to dokumenty. Dlaczego miałabyś je chować?
Ludmiła wstała od stołu, zostawiając niedokończoną zupę.
Pobiegła do sypialni, otworzyła szafę i chwyciła teczkę z górnej półki.
Ręce jej drżały, gdy Ludmiła otwierała teczkę.
Koperta zniknęła.
Ludmiła sprawdziła wszystkie dokumenty.
Jej paszport, dyplom, akt małżeństwa, karta medyczna — wszystko było.
Tylko koperta z pieniędzmi zniknęła.
Ludmiła wróciła do kuchni.
Larina Juriewna spokojnie dojadała zupę, nie patrząc na synową.
— Gdzie jest koperta? — zapytała Ludmiła wprost.
Teściowa podniosła wzrok.
— Jaka koperta?
— Ta, która leżała w teczce.
— Nic nie wiem o żadnej kopercie.
— Larino Juriewna, pani jako jedyna otwierała tę szafę. Gdzie są pieniądze?
Teściowa położyła łyżkę na stole i spojrzała na Ludmiłę z nieukrywaną pogardą.
— Ah, więc o to chodzi! Miałaś tam pieniądze! Dlatego jesteś taka nerwowa!
— Tak, tam były moje pieniądze. Dwieście tysięcy rubli. Oszczędzałam na nie dwa lata. Gdzie one są?
Larina Juriewna wstała od stołu z założonymi rękami.
— Ty oszczędzałaś? Ciekawe. A czy mój syn o tym wie?
— To nie jego sprawa. To moje pieniądze, zarobiłam je.
— Zarobiłaś? — teściowa prychnęła.
— Mieszkasz w moim mieszkaniu, jesz moje jedzenie, używasz mojej wody i elektryczności.
— A tymczasem chowasz pieniądze przed rodziną? Jesteś złodziejką!
Ludmiła cofnęła się o krok.
— Nic nie ukradłam. Odkładałam z własnej pensji.
— Nieprawda! Trzymałaś to w tajemnicy przed mężem i przede mną! To się nazywa kradzież!
Larina Juriewna chwyciła telefon i zaczęła wybierać numer.
Ludmiła zrozumiała, że teściowa dzwoni do Siergieja.
Jej serce zaczęło bić szybciej.
— Sierioża? Synku, wracaj szybko do domu! — powiedziała Larina Juriewna do telefonu.
— Mamy tutaj sytuację! Twoja żona ukrywa przed nami pieniądze!
— Tak, dwieście tysięcy! Znalazłam kopertę u niej w szafie! Przyjeżdżaj szybko!
Larina Juriewna położyła telefon na stole i spojrzała na Ludmiłę triumfalnie.
— Teraz Sierioża tu przyjedzie. Zobaczymy, jak się wtedy wytłumaczysz.
Ludmiła oparła się o ścianę.
W głowie jej się kręciło, w gardle miała sucho.
Teściowa ukradła pieniądze i teraz próbowała wskazać Ludmiłę jako winną.
To było tak bezczelne i bezwstydne, że Ludmiła nie wiedziała, jak zareagować.
— Larino Juriewna, proszę oddać pieniądze. Natychmiast.
— Jakie pieniądze? Niczego nie wzięłam.
— Pani jako jedyna otwierała szafę!
— Udowodnij to.
Ludmiła milczała. Nie było dowodów. Tylko jej słowo przeciwko słowu teściowej.
Minęło czterdzieści minut.
Ludmiła siedziała w sypialni na łóżku, obejmując kolana ramionami.
Larina Juriewna chodziła po swoim pokoju i coś mruczała do siebie.
Wtedy rozległ się dźwięk klucza w zamku — Siergiej wrócił.
Ludmiła wstała i wyszła do przedpokoju.
Jej mąż stał w holu i zdejmował kurtkę.
Jego twarz była czerwona z zimna, włosy mokre.
— Sierioż, musimy porozmawiać — zaczęła Ludmiła.
Ale nie dostała szansy, by dokończyć.
Larina Juriewna wybiegła ze swojego pokoju i złapała syna za ramię.
— Sieriożeńka! Nareszcie! Ona mnie całkowicie wykończyła!
Siergiej zmarszczył brwi.
— Mamo, co się stało? Brzmiałaś tak dziwnie przez telefon.
Larina Juriewna wskazała palcem na Ludmiłę.
— Tam stoi! Twoja żona! Złodziejka i kłamczucha!
— Co?!
— Trzymała przed nami pieniądze w tajemnicy! Dwieście tysięcy rubli!
— Znalazłam dzisiaj przypadkiem kopertę w szafie, a teraz ona żąda, żebym ją oddała!
Siergiej odwrócił się do Ludmiły.
W oczach jej męża widać było niedowierzanie i dezorientację.
— Luda, czy to prawda?
— Sierioż, oszczędzałam pieniądze na samochód. To moje pieniądze, zarobiłam je.
— Ale twoja matka zabrała kopertę z naszej szafy…
— Niczego nie zabrałam! — krzyknęła Larina Juriewna. — Ona kłamie!
Siergiej uniósł rękę, prosząc o ciszę.
— Czekaj chwilę. Luda, czy ty naprawdę zaoszczędziłaś dwieście tysięcy?
— Tak.
— I nie powiedziałaś mi o tym?
— Chciałam zrobić niespodziankę. Kupić samochód i…
— Niespodziankę? — Siergiej podniósł głos.
— Oszczędzasz taką kwotę i nie mówisz o tym mężowi? Uważasz, że to normalne?
Ludmiła była oszołomiona.
Spodziewała się, że Siergiej stanie po jej stronie i ją wesprze.
Ale jej mąż patrzył na nią, jakby widział ją po raz pierwszy.
— Sierioż, twoja matka ukradła mi pieniądze…
— Niczego nie ukradłam! — wrzasnęła teściowa. — Sieriożeńka, nie wierz jej!
— Ona chce mnie po prostu oczernić!
Siergiej potarł twarz.
Odwrócił się do Ludmiły i zawołał ze złością:
— Gdzie je zostawiłaś?! Matka nie może znaleźć twoich dwustu tysięcy u nas w domu!
Ludmiła zesztywniała.
Słowa męża spadły na nią jak lodowaty prysznic.
Siergiej jej nie wierzył. Wybrał stronę matki.
— Sierioż — powiedziała cicho Ludmiła — mówisz poważnie?
— Pytam cię, gdzie są pieniądze!
— Twoja matka je ukradła! Przecież ci to mówię!
— Nieprawda! — Larina Juriewna złapała się za serce.
— Sieriożeńka, moje ciśnienie rośnie przez te oskarżenia!
Siergiej objął ramieniem matkę.
— Mamo, spokojnie. Wyjaśnimy to sobie.
Ludmiła spojrzała na męża i już go nie poznawała.
Osoba, z którą mieszkała pod jednym dachem przez trzy lata, nagle stała się obca.
— Luda — Siergiej spojrzał chłodno na żonę.
— Jeśli te pieniądze naprawdę były, to dlaczego nie wpłaciłaś ich do banku?
— Nie chciałam, żeby ktokolwiek wiedział. To były moje własne oszczędności.
— Twoje? — Siergiej prychnął.
— A kto dał ci szansę na oszczędzanie?
— Kto płacił za mieszkanie, jedzenie, rachunki? Ja!
— Więc te pieniądze są też moje!
Ludmiła odskoczyła w tył, jakby dostała policzek.
— Sierioż, ja pracuję. Dostaję pensję. To moje pieniądze.
— Zarabiasz grosze! Z twojej pensji nie da się wyżyć!
— Wszystko, co masz, zawdzięczasz mnie i mojej matce!
Larina Juriewna skinęła głową z zadowoleniem.
— Właśnie, synku. Wytłumacz jej to.
Ludmiła stała na środku przedpokoju i nie mogła wydusić słowa.
Gardło jej się ścisnęło, oczy piekły od łez.
Ale Ludmiła nie chciała płakać. Nie przy nich.
— Więc — kontynuował Siergiej.
— Jeśli naprawdę miałaś pieniądze, masz obowiązek podzielić się nimi z rodziną.
— My też mamy do nich prawo.
— Podzielić się? — Ludmiła w końcu odzyskała głos.
— Siergiej, twoja matka ukradła mi dwieście tysięcy rubli!
— I ty żądasz, żebym się nimi dzieliła?!
— Niczego nie ukradłam! — znów wrzasnęła Larina Juriewna. — Sierioża, znowu zaczyna!
Mąż i teściowa zaczęli jednocześnie na nią krzyczeć.
Żądali, aby Ludmiła przyznała się, gdzie są pieniądze.
Ludmiła słuchała tego chóru i zrozumiała: dyskusja nie miała sensu.
Oboje byli przeciwko niej.
Ludmiła odwróciła się i poszła do sypialni.
Zamknęła drzwi na klucz, usiadła na łóżku i zakryła twarz dłońmi.
Dwa lata oszczędzania. Dwieście tysięcy rubli. Wszystko przepadło. Skradzione.
I jej mąż jej nie wierzył.
Za drzwiami wciąż krzyczeli.
Siergiej żądał, aby Ludmiła wyszła i złożyła wyjaśnienia.
Larina Juriewna skarżyła się, że synowa przyprawia ją o ataki serca.
Ludmiła siedziała nieruchomo i wpatrywała się w jeden punkt.
W środku wszystko stało się lodowate.
Nie było gniewu, nie było rozpaczy. Tylko lodowata jasność.
Z tymi ludźmi nie miała już przyszłości.
Ludmiła siedziała jeszcze z dziesięć minut na łóżku, słuchając krzyków za drzwiami.
Potem wstała, podeszła do szafy i otworzyła dolną szufladę komody.
Wyjęła stamtąd teczkę z dokumentami — nie tę, w której były pieniądze, lecz inną.
Grubą teczkę, z pieczątkami i podpisami.
Ludmiła otworzyła teczkę i wyjęła z niej akt własności mieszkania.
To dwupokojowe mieszkanie na trzecim piętrze Ludmiła kupiła za własne pieniądze cztery lata temu.
Jeszcze zanim poznała Siergieja.
Pracowała wtedy w prywatnej klinice, pensja była wyższa, plus sprzedała jednopokojowe mieszkanie rodziców po ich przeprowadzce na wieś.
Zebrała potrzebną kwotę i kupiła to lokum.
Kiedy Ludmiła wyszła za Siergieja, on od razu zaproponował, żeby zamieszkała u niego.
Ale Siergiej nie miał własnego mieszkania — mieszkał z matką w jej jednopokojowym lokalu.
Ludmiła zaproponowała, aby zamieszkali w jej dwupokojowym mieszkaniu, a Siergiej się zgodził.
Larina Juriewna również się wprowadziła — rzekomo tymczasowo, dopóki nie sprzeda własnego mieszkania i nie kupi czegoś lepszego.
Minęły trzy lata.
Larina Juriewna nigdy nie sprzedała swojego mieszkania, wynajmowała je i pobierała z tego dochody.
W międzyczasie mieszkała u Ludmiły, korzystała ze wszystkich udogodnień i zachowywała się jak pani domu.
Ludmiła często próbowała o tym rozmawiać z Siergiejem, ale on to zbywał:
— No i co? Moja matka ci przeszkadza?
— Sierioż, to moje mieszkanie. Nie mam nic przeciwko temu, że tu mieszka, ale chciałabym trochę szacunku.
— Nie marudź tak. Jest stara, potrzebuje opieki.
Larina Juriewna miała pięćdziesiąt osiem lat i trudno było ją nazwać starą.
Kobieta była pełna życia, aktywna, chodziła po sklepach, spotykała się z przyjaciółkami i wtrącała się we wszystkie sprawy młodych.
Ale Siergiej widział w swojej matce bezbronną staruszkę, którą trzeba chronić.
Ludmiła zabrała dokumenty i opuściła sypialnię.
Siergiej stał w przedpokoju z założonymi rękami.
Larina Juriewna siedziała na kanapie w salonie i trzymała się za serce.
— Proszę — Ludmiła położyła dokumenty na stole.
— Akt własności. Mieszkanie jest na moje nazwisko.
— A pieniądze, które pani matka ukradła, również były moje.
Siergiej podszedł do stołu, wziął dokument i przesuwał wzrokiem po linijkach.
Twarz męża stała się blada.
— Czy to… Czy mieszkanie należy do ciebie?
— Tak. Do mnie. Kupione za moje własne pieniądze przed ślubem.
— Ty po prostu tutaj mieszkasz. Tak samo jak twoja matka.
Larina Juriewna zerwała się z kanapy i pośpieszyła do stołu.
Wyrwała dokument z rąk syna i wpatrywała się w pieczątki.
— To nie może być prawda! Sierioża mówił, że mieszkanie było jego!
Ludmiła prychnęła.
— Sierioża mówił wiele rzeczy. Ale faktem pozostaje: mieszkanie należy do mnie.
Teściowa rzuciła dokument na stół.
— Więc okłamywałaś nas przez te wszystkie lata?!
— Nikogo nie okłamywałam. Po prostu nie mówiłam, czyja to własność.
— Sami wyciągnęliście wniosek, że mieszkanie należy do Siergieja.
— Jesteś wiedźmą! — wrzasnęła Larina Juriewna. — Wrobiłaś mojego syna!
— Nikogo nie wrobiłam. Sami prosiliście o przeprowadzkę tutaj.
Siergiej milczał, wpatrując się w dokumenty. Ręce mu drżały.
Ludmiła widziała, jak u Siergieja wszystkie elementy układanki wskakiwały na swoje miejsce.
Mieszkanie nie było jego. Pieniądze zostały skradzione przez jego matkę. Jego żona nie zamierzała już tego znosić.
— Luda — zaczął w końcu Siergiej — porozmawiajmy spokojnie. Bez kłótni.
— Spokojnie? — Ludmiła uniosła brew.
— Dobrze. Powiedz matce, żeby oddała moje dwieście tysięcy. Natychmiast.
Larina Juriewna rzuciła się w stronę dokumentów, ale Ludmiła była szybsza i schowała dowód własności do teczki.
— Niczego nie wzięłam! — krzyknęła teściowa. — Mówisz oszczerstwa!
Ludmiła przycisnęła teczkę do piersi i spojrzała na Siergieja.
— Sierioż, pytam ostatni raz. Po czyjej stronie stoisz?
Mąż unikał jej wzroku.
— Luda, mama na pewno nie zrobiła tego celowo…
— Wszystko jasne.
Ludmiła odwróciła się i poszła do sypialni.
Zamknęła drzwi na klucz i schowała dokumenty do szuflady biurka.
Potem wyjęła telefon i zadzwoniła do przyjaciółki Oksany.
— Oksana, cześć. Potrzebuję przysługi. Czy możesz do mnie przyjechać? Natychmiast.
Oksana pracowała jako prawnik i Ludmiła wiedziała, że zna się na sprawach mieszkaniowych.
— Luda, co się stało?
— Opowiem ci, jak będziesz na miejscu. Przyjedź, proszę.
— Dobrze. Będę za pół godziny.
Ludmiła położyła telefon na stoliku nocnym.
Stała przy oknie i patrzyła na deszczową ulicę. Wewnątrz była spokojna.
Decyzja została ostatecznie podjęta.
Po pół godzinie zadzwonił dzwonek. Ludmiła wyszła z sypialni.
Siergiej otworzył — na progu stała Oksana, wysoka kobieta w dopasowanym płaszczu, z aktówką.
— Dobry wieczór — przywitała się Oksana.
— Wejdź — Ludmiła uściskała przyjaciółkę. — Dobrze, że jesteś.
— Nie ma za co. — Oksana zdjęła płaszcz i rozejrzała się. — Co się dzieje?
Ludmiła skinęła w stronę salonu, gdzie siedziała Larina Juriewna.
— Chodźmy do sypialni, tam będziemy mogły porozmawiać.
Kobiety zamknęły się w pokoju. Ludmiła krótko opowiedziała historię.
Oksana słuchała uważnie i od czasu do czasu kiwała głową.
— Jasne — powiedziała Oksana, gdy Ludmiła skończyła. — To jest na twoje nazwisko?
— Tak. Przed ślubem.
— W takim razie to twój majątek osobisty. Siergiej nie ma do niego prawa.
— Nawet jeśli się rozwiedziecie, mieszkanie pozostaje twoje.
— Czy mogę ich wyrzucić? Natychmiast?
Oksana się zastanowiła.
— Formalnie rzecz biorąc, tak. To twój dom, mieszkają tu za twoją zgodą.
— Tę zgodę możesz wycofać w każdej chwili.
— Wycofuję ją.
Oksana się uśmiechnęła.
— Zrób więc swoje. Pomóc ci?
— Bardzo chętnie.
Kobiety opuściły sypialnię. Siergiej stał w przedpokoju, teściowa siedziała na kanapie.
— Kto to jest? — zapytała Larina Juriewna.
— Moja przyjaciółka. Prawnik.
Larina Juriewna stała się trupio blada.
Ludmiła podeszła na środek salonu.
— Słuchajcie uważnie. Mówię to tylko raz.
— Jeśli ktokolwiek z was jeszcze raz dotknie moich rzeczy, drzwi zamkną się na dobre.
— Nie masz do tego prawa! — Siergiej tupnął nogą. — Przecież to…
— Moje mieszkanie — przerwała mu Ludmiła.
— I to ja decyduję, kto może tutaj mieszkać.
Siergiej otworzył usta, ale nic nie powiedział. Teściowa chwyciła się oparcia kanapy.
— Sieriożeńka, powiedz coś!
— Co mogę powiedzieć? — Siergiej rozłożył ręce. — Dom należy do niej.
Ludmiła poszła do sypialni i wyjęła walizkę Siergieja z szafy.
Położyła walizkę na łóżku i zaczęła wrzucać do niej jego ubrania.
Metodycznie, bez pośpiechu.
— Luda! Co ty robisz?! — Siergiej wpadł do pokoju.
— Pakuję twoje rzeczy.
— Dlaczego?!
— Dokonałeś wyboru. Wybrałeś matkę. Idź teraz z nią mieszkać.
— Luda, ja tego nie chciałem…
— Nieważne, co chciałeś. Ważne, co zrobiłeś.
Ludmiła kontynuowała nieporuszona. Larina Juriewna stanęła za nią.
— Ludmiło! Nie możesz wyrzucić mojego syna na ulicę! To nieludzkie!
Ludmiła nawet nie podniosła wzroku.
— Mogę. I robię to.
— Ale dokąd mamy pójść?!
— Ma pani mieszkanie. Tę kawalerkę, którą pani wynajmuje.
— Wyrzuć pani lokatorów i tam zamieszkajcie.
— Ale tam są ludzie!
— Wasz problem.
Ludmiła skończyła. Wystawiła walizkę do przedpokoju.
Potem zaczęła zbierać rzeczy Lariny Juriewnej z drugiego pokoju.
Teściowa biegała spanikowana po domu, skarżąc się na serce.
— Sieriożeńka! Zatrzymaj ją! Moje ciśnienie! Umrę!
— Mamo, uspokój się — powiedział zmęczony Siergiej.
Oksana stała w przedpokoju i patrzyła. Skinęła Ludmile z aprobatą.
Ludmiła postawiła torby przy walizce i chwyciła zapasowe klucze.
— Klucze — powiedziała Ludmiła, wyciągając rękę do Siergieja.
— Jakie klucze?
— Od mieszkania. Dawaj je tutaj.
Siergiej wyjął swoje klucze i położył je na jej dłoni.
Wtedy Ludmiła zwróciła się do Lariny Juriewnej.
— Pani klucze, Larino Juriewna.
Teściowa mocniej ścisnęła torebkę.
— Nie oddam!
— Odda pani. Albo odda pani dobrowolnie, albo wezwę policję, bo odmawia pani opuszczenia mojego domu.
Larina Juriewna spojrzała wściekle, ale ostatecznie rzuciła klucze na podłogę.
— Masz, bierz je! Mam nadzieję, że zgnijesz w tym domu!
Ludmiła podniosła klucze i odłożyła je. Otworzyła drzwi wejściowe.
— Wychodzić.
Siergiej wziął walizkę i torby i powoli wyszedł na zewnątrz.
Larina Juriewna poszła za nim, szlochając i zawodząc.
Ludmiła patrzyła, jak wychodzą na korytarz i zamknęła drzwi.
Przekręciła klucz dwukrotnie. Oparła się o drzwi i westchnęła.
— No więc — powiedziała cicho Oksana. — Zrobiłaś to.
Ludmiła skinęła głową. Usiadła na kanapie w salonie.
Była spokojna, mimo że ręce wciąż jej trochę drżały.
— Oksana, dzięki za pomoc.
— Zawsze, dziewczyno. To był właściwy krok. Wykorzystywali cię.
Ludmiła poszła do sypialni i wyjęła jeszcze jedną teczkę z szafy.
Płaską, niepozorną teczkę, która była schowana za zimowymi ubraniami.
— Co to jest? — zapytała Oksana.
Ludmiła otworzyła teczkę. W środku była koperta.
Wysypała banknoty na stół. Dwieście tysięcy rubli.
Oksana wytrzeszczyła oczy.
— Więc ty wciąż masz te pieniądze?!
— Tak. Przełożyłam je przedwczoraj. Czułam, że teściowa coś planuje.
— Zbyt często wchodziła do naszego pokoju pod marnymi pozorami.
— A co było w tej pierwszej kopercie?
— Stare paragony i kwity. Położyłam ją tam celowo jako pułapkę.
— Larina Juriewna nie mogła się powstrzymać, zabrała kopertę i wpadła w pułapkę.
Oksana wybuchnęła śmiechem.
— Ludmiło, jesteś geniuszem.
— Nie. Po prostu nauczyłam się chronić to, co moje.
Ludmiła włożyła pieniądze z powrotem i spojrzała na dokumenty.
Dwa lata ciężkiej pracy i oszczędzania nie poszły na marne.
Oksana wyszła i Ludmiła została sama w ciszy.
Nie było już hałasu, dymu papierosowego na balkonie, ani roszczeń teściowej.
Wysłała wiadomość do sprzedawcy samochodu:
„Jutro przyjadę odebrać samochód. Pieniądze są gotowe”.
Odpowiedź przyszła natychmiast: „Świetnie. Czekam o dziesiątej”.
Następnego dnia Ludmiła kupiła samochód. Poczuła wolność podczas jazdy.
Siergiej jeszcze dzwonił, ale nie odbierała.
Kiedy napisał o resztę swoich rzeczy, podała mu krótko termin, w którym może je odebrać.
Tydzień później złożyła pozew o rozwód. Poszło szybko i rzeczowo.
Ludmiła schowała papiery rozwodowe do swojej teczki.
Uśmiechnęła się. Tego, co należy do niej, już nigdy nikomu nie odda.




