— Witalik, jesteś w domu? — zapytał w słuchawce głos żony.
— To zejdź na dół i mi pomóż.

Torby z zakupami są ciężkie.
— No, chłopaki, przyjechała!
Macie tu siedzieć cicho!
Zaraz zrobimy Ulianie niespodziankę — powiedział Witalij tajemniczym głosem.
— A może krzykniemy z okna?
I od razu się schowamy, co?
Niech Ula zgaduje, kto ją woła.
— W żadnym wypadku!
Żadnej samowolki.
Siedźcie cichutko, dopóki nie wejdziemy do mieszkania.
A potem będziemy działać zgodnie z planem, tak jak was instruowałem — wydał polecenia Witalij.
Lekko i energicznie, niczym nastolatek, mężczyzna zbiegł po schodach i wyszedł na podwórko, gdzie już niecierpliwie czekała na niego Uliana, wróciwszy z pracy.
— Cześć, kochanie! — Witalij cmoknął żonę w policzek.
— A co ty nakupiłaś?
I jeszcze tyle tego!
Z dziecięcą ciekawością mąż zaczął zaglądać do toreb stojących w bagażniku.
— Zakupy, a co innego?
Dzisiaj wpłynęła mi premia na kartę.
No to postanowiłam, skoro są pieniądze, nakupić więcej wszystkiego.
I zachciało mi się też jakichś rarytasów.
Dawno już nie rozpieszczaliśmy się czymś niezwykłym.
Wzięłam czerwony kawior i wędzonego jesiotra, warzywa, drogie egzotyczne owoce.
I wiesz, jakoś strasznie zachciało mi się świeżych truskawek.
Rozumiem, że są importowane i oczywiście bez smaku.
Ale z jakiegoś powodu tak strasznie ich chcę, że po prostu nie da się tego opisać słowami! — opowiadała mężowi Uliana, wchodząc na swoje piętro.
— No i bardzo dobrze!
Dobrze, że kupiłaś.
Jak się chce, to trzeba brać, nie ma co sobie odmawiać.
„Och, jak ona się zaraz zdziwi! — myślał z bijącym sercem Witalik, wchodząc za żoną po schodach.
— Ciekawe, jak Ula zareaguje, ucieszy się czy nie?
A te smakołyki akurat będą jak znalazł na stół.
Jakby żona przeczuwała!
Brawo!”
Kiedy podeszli do mieszkania, Witalij lekko się zawahał, dając żonie możliwość wejścia pierwszej.
W mieszkaniu było cicho i Uliana na razie niczego się nie domyślała.
Ale gdy tylko gospodyni zrobiła pierwszy krok do salonu, z sypialni natychmiast wyszli jej naprzeciw, uśmiechając się i ledwo powstrzymując emocje ze spotkania, niezwykli goście.
— O Boże!
A wy skąd się tu wzięliście?! — tylko tyle zdołała powiedzieć Uliana.
W ostatnim czasie Uliana była w okropnym nastroju.
Jakby wszystko naraz się na nią zwaliło, problemy sypały się jeden po drugim.
I życie nie wydawało się już tak czarodziejskie jak zaraz po ślubie z Witalijem.
W pracy nic się nie układało, kierownictwo ją gnębiło i Uliana poważnie myślała o tym, żeby się zwolnić.
I znaleźć inne, bardziej komfortowe miejsce.
A do tego poważnie zachorowała mama.
Potrzebowała dodatkowych badań, żeby doprecyzować diagnozę.
Ale i bez badań było jasne, że mama gaśnie.
Największym problemem młodej kobiety było jednak to, że nie mogła zbliżyć się do swojego marzenia.
Od dwóch lat żyli z Witalikiem w małżeństwie, a z dziećmi wciąż się nie udawało.
Uliana przeszła wszystkich lekarzy, skonsultowała się z profesorem i doktorem nauk.
Nikt nie znajdował u niej żadnego problemu.
Wszyscy twierdzili, że trzeba uzbroić się w cierpliwość.
— Tak bywa — mówili.
— Nie ma dzieci, a potem nagle jedno po drugim pojawia się ich kilkoro.
— Najważniejsze, żeby nie zafiksować się na tym problemie — radził lekarz.
— Nie ma żadnych odchyleń ani u pani, ani u pani męża.
Więc proszę się cieszyć.
A ten problem sam się rozwiąże.
Jeszcze pani zobaczy.
Ja w to wierzę, więc pani też niech wierzy.
I jeszcze trzeba unormować stan emocjonalny.
Bo wszystkie nasze problemy biorą się z nerwów.
Więc proszę się odprężyć i po prostu żyć.
Cieszyć się życiem i młodością.
A już niedługo spotkamy się znowu, ale już z przyjemniejszego powodu.
Witalij dodawał żonie otuchy, z goryczą w duszy zauważając, jaka w ostatnim czasie była zagubiona.
Milcząca i obca.
— Uleczko, czemu ty tak całkiem zgasłaś?
Ożyw się, proszę cię!
Chcesz, pojedziemy gdzieś na urlop?
Oderwiemy się, odpoczniemy, nabierzemy nowych emocji? — zaproponował kiedyś mąż.
— Nie, nie chcę.
I mamy przecież samej nie zostawisz — odpowiadała smutno Uliana, zamyślona patrząc w ciemne okno.
— Oj, przecież wyjechalibyśmy tylko na chwilę.
Na tydzień.
A mamą zajmie się moja siostra Marinka, jeśli będzie trzeba.
Zgódź się.
Przypomnij sobie, jak cudownie spędziliśmy miesiąc miodowy nad morzem? — nie ustępował mężczyzna.
— Tak, tam nad morzem było cudownie — Uliana nawet się uśmiechnęła, wspominając szczęśliwy czas.
— Tacy fajni ludzie się nam trafili, Julia i Andrzej.
Pamiętasz, jak pojechaliśmy z nimi na wycieczkę w góry?
I jak razem chodziliśmy na plażę, a wieczorem do restauracji?
Oj, ile my razem spacerowaliśmy!
Całe wybrzeże przeszliśmy.
— Oczywiście, że pamiętam, kochanie.
Przecież przez jakiś czas dzwoniliśmy do nich, jak tylko wróciliśmy do domu.
A potem jakoś samo z siebie wszystko ucichło.
No to może jednak polecimy nad morze?
— Nie, Wital, nie teraz.
Może później — uśmiech od razu zniknął jej z twarzy, żona przypomniała sobie o chorej mamie.
Witalij z natury był uparty, zawsze szedł do końca.
Dlatego i w tej sytuacji postanowił nie odpuszczać.
Trzeba było nie tylko podnieść żonę na duchu, ale naprawdę przywrócić ją do życia i tchnąć nadzieję w jej przygasłe oczy.
Witalij bardzo kochał swoją Uleczkę.
I nie było mu obojętne to, co się z nią działo.
Pewnego razu do głowy przyszła mu pewna myśl, która początkowo wydała się wręcz niewykonalna.
Ale im więcej o tym myślał, tym mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że właśnie tak postąpi.
Witalij wszystko zorganizował zadziwiająco szybko.
Sam się nawet zdziwił.
Szczerze mówiąc, mężczyzna nie spodziewał się, że ludzie, do których zwróci się ze swoją prośbą, odpowiedzą na nią tak szybko i chętnie.
— Julia, Andrzej? — zapytała Uliana, zdumiona i nie wierząc własnym oczom.
Aż usiadła na sofie ze zdumienia.
Nogi się pod nią ugięły.
— Skąd wy się tutaj wzięliście?
Ja śnię, powiedzcie mi!
— Nie, Uljanka!
Nie śnisz! — małżonkowie rzucili się, by przytulić i rozruszać zagubioną gospodynię.
— Podziękuj swojemu mężowi — odnalazł nas i poprosił, żebyśmy przyjechali w gości.
A my długo się nie zastanawialiśmy.
Wsiedliśmy do samolotu i już jesteśmy tutaj, obok ciebie.
— Boże mój!
To jakiś cud!
Kochani, tak się cieszę, że was widzę!
Nawet nie wiecie jak bardzo! — Uliana aż się rozpłakała z emocji, które wypełniły ją po brzegi.
— Oj, bez łez!
Nie lecieliśmy tysiące kilometrów po to, żeby płakać.
Tylko zupełnie po coś innego.
My z Julią też bardzo się cieszymy, że znowu się widzimy — powiedział energicznie Andrzej.
— Tak, tak!
Przecież mamy co wspominać.
I nie zaszkodziłoby też tego powtórzyć! — dodała do słów męża Julia.
— Kochani, a czemu nie uprzedziliście, że lecicie?
Przygotowałabym się porządnie — mówiła Uliana jak automat, jeszcze nie całkiem doszedłszy do siebie po takich wiadomościach.
— A my niespodzianką.
Chcieliśmy cię zaskoczyć.
Przyznaj, niespodzianka się udała! — odpowiedziała Julia.
— No tak… niespodzianka.
— A teraz można coś zaplanować na te trzy dni.
Wyrwaliśmy się do was tylko na chwilę.
Praca, a dzieci zostawiliśmy rodzicom — ciągnął Andrzej.
Kobiety znowu się objęły, przepełnione emocjami, i poszły do kuchni nakrywać do stołu, jednocześnie wspominając miłe chwile wspólnego wypoczynku.
Właśnie o to chodziło Witalijowi, kiedy zapraszał do siebie dobrych znajomych, z którymi kiedyś spędzili cudowny czas nad morzem.
I byli szczęśliwi.
Chciał przywrócić ukochaną do tamtego szczęśliwego czasu.
Żeby żona przeżyła te same emocje.
A uśmiech na przygasłej twarzy Uliany był najlepszym dowodem na to, że postąpił właściwie.
— Przyznaj, moja ukochana, że jest w tym coś mistycznego.
Przecież dzisiaj nakupiłaś różnych pyszności, jeszcze nie wiedząc o tym, że będziemy mieli gości? — zapytał tajemniczo Witalij.
— Zbieg okoliczności?
Czy jednak zadziałała intuicja?
— Ojej, a przecież to prawda, kochani!
Niesamowite! — zgodziła się z mężem Uliana.
— Przecież mam pełne torby smakołyków.
Właśnie dziś postanowiłam zapełnić lodówkę.
Teraz nakryjemy do stołu i będziemy świętować nasze spotkanie.
Po głośnej uczcie mężczyźni zaczęli szukać w internecie, dokąd można by pojechać na łono natury na najbliższe dwa dni.
Tak, żeby spędzić ten czas z pożytkiem dla duszy i ciała.
Szybko znaleźli cudowny glamping w otoczeniu zielonych sosen i małego jeziora.
— Świetnie!
Jest tu i las, i jezioro, w którym można się wykąpać.
No i domki całkiem przytulne, jest wszystko, co potrzebne — powiedział Andrzej, oglądając zdjęcia zamieszczone na stronie glampingu.
— Jasne, drogo, ale za to naprawdę przyzwoicie.
Dzwoń, Wital, rezerwuj.
A potem wszyscy razem śmiali się do łez, wspominając swój wspólny wypoczynek nad morzem.
A było co wspominać!
I to, jak podczas kąpieli w wysokich falach podpity Andrzej zgubił swoje kąpielówki, i jak jego żona po raz pierwszy z obawą spróbowała małży w restauracji, a potem długo się śmiała, bo była przekonana, że je się je żywe.
— Pamiętasz, Ul, jak nawet próbowałam je widelcem podłubać, żeby sprawdzić, czy żyją, czy już nie! — opowiadała gościni, śmiejąc się.
— A jak można to zapomnieć!
Jak dziś widzę twoje przerażone oczy, kiedy Andrzej powiedział, że pora, żebyś spróbowała prawdziwych małży.
— O, kochani, a pamiętacie, jak jeździliśmy na bananie?
I jak nas wywrócili do wody daleko od brzegu, żebyśmy popływali na otwartym morzu?
A ty, Andrzejku, jak nie krzykniesz: uwaga, rekiny!
I te babcie, które były z nami, strasznie się wtedy przeraziły!
Śmiech i tyle!
— Pamiętam, jakżeby nie!
Nie pomyślałem tylko, że w razie czego musiałbym je tam, na otwartym morzu, reanimować.
Ale piszczały! — odpowiedział z uśmiechem Andrzej.
— Tak, tamtych cudownych dni raczej się nie zapomni.
To było takie wspaniałe, że poznaliśmy się właściwie już pierwszego dnia.
A potem cały czas spędziliśmy razem!
Na plaży, na wycieczkach, wieczorami, w barach pod gołym niebem, gdzie grała tak czarująca muzyka — zamyślona powiedziała Uliana.
Następnego dnia razem wybrali się za miasto, zabierając ze sobą jedzenie, napoje i mięso na szaszłyki.
Mieli zamiar świetnie odpocząć — grać w piłkę, pływać i opalać się na plaży przy malowniczym jeziorze położonym obok glampingu.
— Ojej, kochani, jak to cudownie, że wyrwaliście nas z naszej rutyny.
Ja i mój mąż nigdzie już nie pojechaliśmy po tamtej wyprawie nad morze.
Hipoteka, problemy, to jedno, to drugie — rozmyślała Julia, pływając w ciepłym jeziorze.
— My też nigdzie nie jeździliśmy.
Od dwóch lat nie możemy sobie pozwolić na urlop — odpowiedziała cicho Uliana, przestając się uśmiechać.
— Chociaż ja z Witalą nie mamy ani dzieci, ani kredytu.
— No i co ty się tak rozsypałaś?
Przecież widzę, że coś z tobą nie tak, Uljasz — zaczęła Julia, kiedy mężczyźni poszli przygotowywać szaszłyki.
— Byłaś taka iskrząca, taka radosna.
Nie mogłam się tobą napatrzeć.
A co się teraz stało?
— Wszystko naraz się zwaliło.
Nie chcę teraz o tym mówić.
Po co?
Nie po to się przecież spotkaliśmy.
Ale ten najważniejszy problem jednak wymienię.
Bardzo się martwię, że nie mamy dzieci.
Julka, a jeśli się okaże, że ja w ogóle nie mogę?
I co wtedy?
On będzie tak ze mną żył z litości? — Julia niemal płakała, rozmawiając z przyjaciółką.
— Nie nakręcaj się tak!
Weź mnie na przykład.
Ja też nie zaszłam w ciążę od razu po ślubie.
Wszystko dzieje się dokładnie w tym momencie, w którym powinno się wydarzyć.
Ani wcześniej, ani później.
A twój Witalij to całkiem normalny człowiek.
I kocha cię.
Poczeka tyle, ile trzeba — ciągnęła Julia.
— No już, Uliana, przestań się zamartwiać.
Weź się w garść, doprowadź do porządku i chodź jeść szaszłyki.
Wydaje mi się, że już gotowe.
Te dwa dni na łonie natury minęły jak w bajce.
Trzeciego dnia, w poniedziałek, gospodarze wzięli wolne w pracy i postanowili pokazać przyjaciołom swoje miasto.
Wożili gości po najpiękniejszych miejscach, opowiadali o historii i zabytkach, a wieczorem, przed samolotem, zjedli kolację w jednej z przytulnych restauracyjek.
— Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moją prośbę.
Dziękuję, że przyjechaliście, kochani — powiedział Witalij.
— Zawsze będziemy was do siebie zapraszać.
Przyjeżdżajcie jeszcze.
— To wam dziękujemy — wyciągnęliście nas z domu.
Tak cudownie spędziliśmy czas, że lepiej już nie trzeba!
Pośmialiśmy się, powspominaliśmy, z przyjemnością obejrzeliśmy wasze miasto.
A teraz kolej na was, żeby przyjechać do nas.
Tak że będziemy na was czekać u siebie w każdej chwili.
— Słuchaj, Ula, radości moja, a co to ty tak nacierasz na kiszone ogórki?
I kapusta kiszona też się skończyła.
A oprócz ciebie nikt z nas nie je tej „piwnicznej” przekąski! — szepnęła zdziwiona Julia.
— A wczoraj ktoś wciągnął wszystkie truskawki, chociaż ja też miałam na nie ochotę.
Ale kiedy pływałam w jeziorze, nic już z nich nie zostało.
No, przyznaj się, jak się czujesz?
Może już czas pobiec po test?
Do apteki.
— Ojej, sama nie rozumiem, czemu tak ciągnie mnie do kwaśnego!
I ostrego!
I do wszystkiego, co niezwykłe — zdziwiła się Uliana.
— A ty myślisz…
— Myślę!
Jeszcze jak myślę, kochanie moje!
Zadzwoń do mnie potem i wszystko opowiedz, dobrze? — Julia wesoło puściła oczko do przyjaciółki.
Goście pojechali na lotnisko.
A na duszy Uliany zrobiło się ciepło i przytulnie.
Jak już dawno nie było.
A do tego zamieszkała tam nadzieja.
— Dziękuję ci, ukochany!
Jaki prezent dla mnie przygotowałeś.
To spotkanie było dla mnie jak cud.
Ci ludzie są wspaniali i cudownie było się z nimi spotkać! — powiedziała wzruszona Uliana, obejmując męża.
— A mnie nic więcej nie trzeba.
Najważniejsze, żebyś ty, kochanie, była szczęśliwa — odpowiedział Witalij.
A następnego dnia żona uszczęśliwiła go wspaniałą wiadomością — wkrótce zostaną rodzicami!
Wszystko dzieje się w swoim czasie, na wszystko przychodzi odpowiednia pora.
A Witalij zawsze wierzył, że właśnie tak to wszystko się stanie.



