— Czekaj no.
Sprzedałaś dom dziadka, oddałaś wszystkie
pieniądze Żannie, a sama gdzie zamierzasz teraz mieszkać?
Teściowa spojrzała na syna, jakby zapytał o coś zupełnie oczywistego.
— Jak to gdzie, Maksim? Oczywiście, że u was.
Niespiesznie omiotła wzrokiem kuchnię.
— Miejsca macie pod dostatkiem. Dzieci jeszcze nie macie. Drugi pokój stoi pusty, tylko graciarnię tam zrobiliście. To tam się urządzę.
Kira nawet nie drgnęła. Czegoś takiego się spodziewała.
— Nina Wiktorowna.
Zaczęła mówić spokojnie, bez emocji.
— Oddałaś córce ogromną sumę pieniędzy, sama zostałaś bez dachu nad głową i teraz postanowiłaś wprowadzić się do mojego mieszkania?..
…— Maksim, weź torby, bo zaraz mi kręgosłup wysiądzie!
Głos Niny Wiktorowny rozniósł się po przedpokoju, zagłuszając dźwięk telewizora.
Kira policzyła w myślach do trzech.
Stała przy kuchence, obserwując wodę, która zaczynała wrzeć w garnku. Wizyta teściowej we wtorkowy wieczór nie wróżyła niczego dobrego.
Nina Wiktorowna nigdy ne pojawiała się bez powodu — zawsze przychodziła albo z prośbami, albo ze skargami, albo z kolejną życiową opowieścią.
W korytarzu szeleściły reklamówki.
— Mamo, mogłaś chociaż uprzedzić telefonicznie, — rozległ się głos Maksima. — Wyszedłbym po ciebie.
— A po co miałam dzwonić? Do syna przyszłam, a nie na oficjalne przyjęcie.
W drzwiach kuchni pojawiła się teściowa.
Miała na sobie swój zwykły jedwabny szal narzucony na ciemnobordowy sweter. Na palcu błyszczał złoty pierścionek z dużym oczkiem.
— Witaj, Kiroczka.
Nina Wiktorowna spojrzała uważnie na synową.
— Dobry wieczór, Nina Wiktorowna.
Kira wytarła ręce w ręcznik.
— Wejdź proszę. Zjesz kolację?
Teściowa westchnęła ciężko, pokazując całym swoim wyglądem, jak bardzo jest zmęczona.
— Zjem, moja droga. Od rana nic nie miałam w ustach. Tylko wieczny bieg i kłopoty.
Podeszła do stołu, odsunęła krzesło i usiadła powoli, rozmasowując lędźwie.
Maksim wniósł dwie ciężkie torby i postawił je w kącie.
— Mamo, po co tyle zakupów? Sama przecież mówisz, że ciężko ci nosić.
— Przecież dla was się staram!
Teściowa spojrzała na syna z wyrzutem.
— Wiecznie jesteście zajęci, jecie byle co. Kupiłam domowego kurczaka, twaróg.
Jej wzrok powędrował w stronę kuchenki, gdzie Kira wrzucała makaron.
— Bo u was ciągle to samo. Popsujecie sobie żołądki.
Kira nic nie odpowiedziała.
Wyciągnęła trzy talerze. Rozmowy o jedzeniu były obowiązkowym punktem programu — czymś w rodzaju rozgrzewki przed główną dyskusją.
Maksim uśmiechnął się przepraszająco.
— Kir, naleję mamie herbaty.
— Sama naleję.
Kira postawiła przed teściową kubek w kwiatowy wzór.
Nina Wiktorowna spojrzała na nią, jakby poczuła się czymś dotknięta.
— A o serwisie, który dostałyście ode mnie w prezencie ślubnym, to już zapomnieliście?
Teatralnie przyłożyła dłoń do piersi.
— Tak się o niego starałam. Prawdziwa porcelana.
— Leży w pudełku, na najwyższej półce.
Kira wyłożyła łyżeczki.
— Sama mówiłaś, że jest na uroczyste okazje. Dlatego go oszczędzamy.
Teściowa zacisnęła usta.
— No tak. Leży bez pożytku… Dokładnie tak samo jak całe moje serce do was.
Zaczęła mieszać herbatę, głośno stukając łyżeczką.
— Nina Wiktorowna, przejdźmy od razu do rzeczy.
Kira usiadła naprzeciwko i dyskretnie położyła obok swój telefon ekranem do dołu.
— Nie jechałaś przecież przez całe miasto tylko po to, żeby sprawdzić nasze kubki. Co się stało?
Maksim się spiął.
— Kir, dlaczego od razu tak stawiasz sprawę? Mamo po prostu wpadła w odwiedziny.
— Maksim, zostaw.
Teściowa przyłożyła serwetkę do ust.
— Twoja żona zawsze rozmawia ze mną tak, jakbym była na przesłuchaniu. Zdążyłam już przywyknąć do tego, że jestem tu zbędna.
Zrobiła pauzę.
— Sprzedałam dom.
W kuchni zapadła cisza.
Maksim aż przestał jeść.
— Jaki dom? Ten w Nikołajewce?
— A czy ja mam ich wiele?
Spojrzała na syna z wyrzutem.
— Tak. Ten sam. Dziadka. Ciężko mi już było się nim zajmować. Dach przecieka, płot się pochylił. Sprzedałam go tydzień temu.
Maksim zamilkł, zupełnie zaskoczony.
— Mamo, jesteś niesamowita… Dlaczego nic nie mówiłaś? Przecież na wiosnę wszystko byśmy naprawili.
— Naprawili byście…
Teściowa machnęła ręką.
— Zanim się od was doczekasz pomocy, wszystko zdąży się zawalić. Sprzedane i już. Miła rodzina go kupiła.
Kira przyglądała jej się uważnie.
— I gdzie zamierzasz teraz mieszkać? U Żanny?
Na dźwięk imienia córki Nina Wiktorowna znów ciężko westchnęła.
— U Żannoczki jest ciasno.
Jej głos stał się łagodniejszy.
— Ma dwójkę dzieci. Potrzebują przestrzeni. A i jej mąż to nie jest łatwy człowiek. Byle co, a on już pokazuje swoje niezadowolenie.
Maksim spochmurniał.
— Ale gdzie są pieniądze ze sprzedaży? Przecież mogłaś kupić mieszkanie.
Nina Wiktorowna odwróciła wzrok.
— Oddałam je Żannie.
Powiedziała szybko.
— Oni bardziej potrzebują. Spłacili kredyt hipoteczny. Dzieci mają przed sobą studia.
Maksim spojrzał na matkę z osłupieniem.
— Czekaj no. Sprzedałaś dom dziadka, oddałaś wszystkie pieniądze Żannie, a sama gdzie zamierzasz teraz mieszkać?
Teściowa spojrzała na niego, jakby odpowiedź była oczywista.
— U was, Maksim.
Ponownie rozejrzała się po kuchni.
— Przecież macie przestronnie. Dzieci nie ma. Drugi pokój jest wolny. Tam się ulokuję.
Kira nie była zaskoczona.
Spodziewała się dokładnie tego.
— Nina Wiktorowna.
Jej głos brzmiał spokojnie.
— Oddałaś pieniądze córce. Sama zostałaś bez mieszkania. I teraz postanowiłaś wprowadzić się do mojego mieszkania?
Teściowa wyprostowała się.
— A co w tym złego? Jesteś moją synową. Powinnaś szanować matkę swojego męża.
Przeniosła wzrok na syna.
— Maksim, powiedz jej coś. Przecież nie jestem obcą osobą.
— Mamo, to wszystko jest bardzo nagłe.
Maksim potarł nasadę nosa.
— Powinniśmy to chociaż przedyskutować.
— A z kim miałam dyskutować? O moich własnych pieniądzach?
Teściowa zaczynała się irytować.
— Matką jestem. Wychowałam was. Teraz wasza kolej, żeby pomóc.
Stuknęła palcem w stół.
— I potrzebuję tutaj zameldowania. Bez tego będę miała problemy z lekarzami.
— Stałego zameldowania tutaj nie będzie.
Kira odpowiedziała spokojnie i stanowczo.
— Kiroczka, ależ skąd takie podejście…
Teściowa znów zmieniła ton.
— Przecież to tylko formalność.
— Do lekarzy w zupełności wystarczy meldunek tymczasowy.
Twarz Kiry nie wyrażała żadnych emocji.
— A emerytura wpływa pani na kartę. Sama nam pani niedawno opowiadała o podwyżce, jaką pani dostała.
Teściowa zmieszała się.
Potem znowu spojrzała na syna.
— Maksim! Jesteś mężczyzną w tym domu czy nie?
Podniosła głos.
— Twoja żona wyrzuca twoją własną matkę, a ty milczysz!
Maksim powiedział cicho:
— Kir, no daj spokój, co to za różnica? Niech mama się zamelduje. To przecież tylko świstek papieru.
Kira zmrużyła oczy.
— Świstek papieru?
Przeniosła wzrok na teściową.
— A pamiętasz, Maksim, pralkę?
Zmieszał się.
— Jaką pralkę?
— Naszą. Tę, którą twoja mama pożyczyła „na dwa tygodnie”, dopóki jej własna nie zostanie naprawiona.
Kira uśmiechnęła się.
— A potem pralka pojechała na działkę do Żanny.
Maksim uciekł wzrokiem.
— To było dawno.
— Nie wyciągam przeszłości. Przypominam fakty.
Kira pochyliła się lekko do przodu.
— To mieszkanie stało się moją własnością jeszcze przed ślubem. Były tu tylko gołe ściany i stara elektryka. Wszystko zrobiłam sama.
Teściowa klasnęła w dłonie.
— Jak to twoje? Przecież Maksim też tu mieszka!
Spojrzała z dumą na syna.
— On nawet kładł kafelki w łazience.
Kira parsknęła śmiechem.
— Trzy kafelki przykleił krzywo, po czym poszedł do kolegów.
Maksim milczał.
— Robotnicy musieli potem wszystko poprawiać od nowa.
Zwróciła się ponownie do teściowej.
— Bądźmy więc szczere. Pieniądze oddałaś Żannie. Synowi nic nie powiedziałaś. Niech więc twoja ukochana córka rozwiąże teraz kwestię mieszkaniową.
Twarz Niny Wiktorowny pokryła się czerwonymi plamami.
— No proszę, tak stawiasz sprawę.
Całe zmęczenie zniknęło w jednej chwili.
— Dla matki nie znalazło się miejsce.
Odwróciła się do Maksima.
— Idź do samochodu.
— Po co?
— Zapomniałam torby. Z jabłkami.
Maksim się zdziwił.
— Mamo, przecież wszystko wnieśliśmy.
— Swojskie, z ogrodu! Idź i przynieś.
Wstał niechętnie i wyszedł.
Gdy tylko drzwi się zamknęły, wyraz twarzy teściowej diametralnie się zmienił.
Pochyliła się do przodu.
— Słuchaj mnie uważnie.
Jej spojrzenie stało się lodowate.
— Ja i tak będę tutaj mieszkać.
Głos stał się cichy i twardy.
— Maksim mnie słucha. Zawsze mnie słuchał.
Kira milczała.
— A jeśli zaczniesz stawać mi na drodze — nie będziesz miała spokojnego życia.
Uśmiechnęła się drwiąco.
— Rozwiodę was w dwa miesiące. Udowodnimy, że remont był wspólny. Znajdziemy świadków. Powiedzą, że Maksim zrobił tu wszystko.
Kira spokojnie odwróciła swój telefon.
Na ekranie migała ikona nagrywania dyktafonu.
Teściowa zamarła.
— Co to jest?
— Dyktafon.
Kira zapisała plik.
— Znam cię aż za dobrze.
Wstała.
— Kiedy przychodzisz taka dobra i nieszczęśliwa — to znaczy, że coś knujesz.
Twarz teściowej zbladła.
— To nieładnie z twojej strony.
— Pani również życzę zdrowia.
Kira wskazała na drzwi.
— A teraz zabiera pani swoje torby i jedzie do Żanny.
Spojrzała jej prosto w oczy.
— W przeciwnym razie Maksim odsłucha tę rozmowę.
Nina Wiktorowna wstała w milczeniu.
Drzwi zamknęły się dokładnie w tej samej sekundzie, w której Maksim wrócił z pustymi rękami.
Minęło prawie pół roku.
Pod koniec października Maksim wrócił do domu później niż zwykle i postawił na stole słoik z dżemem malinowym.
— Od mamy.
Kira skinęła głową i schowała słoik.
Nina Wiktorowna ostatecznie zamieszkała u swojej siostry na drugim końcu miasta.
Żanna w końcu nie dała jej pokoju — stwierdziła, że dzieci potrzebują przestrzeni.
Maksim odwiedzał czasem matkę i pomagał jej w gospodarstwie, ale do domu Kiry już jej nigdy nie zaprosił.
Kira nie zadawała zbędnych pytań.
Telefony od teściowej ustały prawie całkowicie.
Teraz, z okazji świąt, Nina Wiktorowna przysyłała jedynie cyfrowe pocztówki w wiadomościach — z gołębiami, kopułami cerkwi i życzeniami pokoju.
Kira odpowiadała krótkim: „Dziękuję”.
I zamykała czat aż do następnych świąt.
q



