— Co to znaczy, że nie zamierzasz wpuścić mnie do swojego mieszkania? — wykrzyknęła ze zdziwieniem Małgorzata, zwracając się do Raisy.

— Przecież już bardzo niedługo mam termin do porodu!

Raisa stała w drzwiach własnego mieszkania, nie pozwalając przejść Małgorzacie — siostrze Stepana, swojego prawie byłego męża.

Na klatce schodowej obok ciężarnej kobiety piętrzyły się dwie duże torby podróżne i kilka kartonów z rzeczami.

Zaokrąglony brzuch jasno wskazywał, że do narodzin dziecka zostało już bardzo niewiele.

— Co to znaczy, że nie zamierzasz wpuścić mnie do swojego mieszkania? — ponowiła z oburzeniem Małgorzata.

— Zaraz rodzę!

— Do swojego mieszkania? — Raisa uniosła niedowierzająco brwi, szczególnie akcentując słowo „swojego”.

— Rita, czy ty w ogóle rozumiesz, co mówisz?

— To mieszkanie należy do mnie.

— Kiedy moja ciocia Wiera wyszła za mąż za Francuza i przeprowadziła się do Lyonu, przepisała darowiznę właśnie na mnie.

— Wszystkie dokumenty są wystawione na moje nazwisko!

Małgorzata pokręciła głową ze zdziwieniem, jakby usłyszała coś niewiarygodnego.

— Raja, ale przecież Stiopa to twój mąż.

— To znaczy, że mieszkanie jest wspólne.

— A ja jestem jego rodzoną siostrą i właśnie zostałam bez dachu nad głową!

— Był mężem — poprawiła ją ostro Raisa.

— Pozew o rozwód został złożony już trzy tygodnie temu.

— I mieszkanie nigdy nie było wspólną własnością.

— Dostałam je w prezencie jeszcze przed ślubem.

— To jest wyłącznie moja nieruchomość.

— Stepan nie ma z nią nic wspólnego.

Małgorzata spróbowała zrobić krok do przodu.

— No przestań, Raja!

— Przecież zawsze dobrze się dogadywałyśmy.

— Naprawdę wystawisz ciężarną kobietę za drzwi?

— Stój w miejscu! — Raisa wyciągnęła rękę, blokując przejście.

— Rita, szczerze ci współczuję, ale nie mam obowiązku rozwiązywać twoich problemów.

— Masz rodziców, masz brata.

— Masz wreszcie ojca dziecka — twojego Wadima, z którym spotykałaś się ponad rok.

— Dlaczego to ja mam cię brać do siebie?

Małgorzata obrażona zacisnęła usta.

— Wadim zostawił mnie, gdy tylko dowiedział się o ciąży.

— Rodzice mieszkają w dwupokojowym mieszkaniu, tam i bez tego jest ciasno.

— A Stiopa powiedział, że na pewno mnie wpuścisz.

— Przecież masz trzy pokoje i mieszkasz sama.

— Stepan tak powiedział? — głos Raisy momentalnie stał się zimny.

— Ten sam Stepan, który przez ostatnie dwa miesiące dosłownie wykańczał mnie żądaniami przepisania mieszkania na niego?

— Który nazywał mnie chciwą tylko dlatego, że odmówiłam dzielenia się swoim majątkiem?

— Ten sam człowiek, który odszedł ze skandalem, a teraz opowiada wszystkim znajomym, jaka to rzekomo jestem interesowna?

— No… on po prostu trochę się uniósł…

— Trochę? — Raisa uśmiechnęła się nerwowo.

— Twój brat doprowadził mnie do tego, że zaczęłam brać leki uspokajające.

— Codziennie urządzał sceny.

— To żądał udziału w mieszkaniu, to nalegał na sprzedaż lokalu, to znowu chciał tu zakwaterować rodziców.

— A kiedy zrozumiał, że nic nie wskóra, zaczął szantażować mnie rozwodem.

— Cóż, teraz ten rozwód rzeczywiście dostanie.

Małgorzata przestępowała z nogi na nogę i gładziła się po brzuchu.

— Raja, ale przecież byłyśmy prawie przyjaciółkami.

— Przypomnij sobie, jak jeździłyśmy razem na działkę.

— Jak wspierałam cię po zwolnieniu z pracy.

— Wspierałaś? — Raisa zmrużyła oczy.

— Rita, przez cały ten czas ani razu nie pomogłaś mi tak naprawdę.

— To ja stale ratowałam ciebie.

— Pożyczałam ci pieniądze, których do dziś nie oddałaś.

— Słuchałam nieskończonych opowieści o twoich romansach.

— Nawet twojego kota trzymałam u siebie przez dwa tygodnie, kiedy odpoczywałaś w Turcji.

— No i widzisz!

— Przecież zawsze pomagałyśmy sobie nawzajem.

— Więc wpuść mnie.

— Naprawdę nie mam dokąd pójść.

W tym momencie na klatce schodowej pojawiła się Nina Pawłowna — matka Stepana i Małgorzaty.

Kobieta w wieku około sześćdziesięciu lat w eleganckim kostiumie z trudem wchodziła po schodach.

— Ach, Raisa — powiedziała takim tonem, jakby rozmawiała z personelem pomocniczym.

— Dobrze, że jesteś w domu.

— Pomóż Ricie wnieść rzeczy.

— Dzień dobry, Nino Pawłowna — odpowiedziała sucho Raisa.

— Nic nie zamierzam wnosić.

— I Rita nie będzie tutaj mieszkać.

Teściowa stanęła jak wryta.

— Jak to nie będzie?

— Przecież wszystko omówiliśmy i zdecydowaliśmy!

— Kto konkretnie zdecydował? — Raisa poczuła, jak wzbiera w niej irytacja.

— Wy między sobą?

— Mnie jakoś nikt nie pytał.

— Raiso, nie bądź taką egoistką — pouczającym tonem powiedziała Nina Pawłowna.

— Masz przestronne mieszkanie, a twoja szwagierka spodziewa się dziecka.

— Potrzebuje wsparcia.

— To elementarna ludzkość.

— Ludzkość? — głos Raisy zadrżał.

— A gdzie była wasza ludzkość, kiedy Stepan codziennie mnie poniżał?

— Kiedy zarzucał mi chciwość z powodu tego, że nie chciałam sprzedać swojego mieszkania?

— Gdzie byłyście, kiedy wyrzucał moje rzeczy przez okno?

— Nie ma co grzebać w przeszłości — chłodno odpowiedziała teściowa.

— Stepan to po prostu zbyt emocjonalny człowiek.

— Poza tym miał prawo liczyć na część majątku jako twój małżonek.

— Nie miał! — ostro sprzeciwiła się Raisa.

— Mieszkanie zostało podarowane mnie.

— Według prawa to moja osobista własność!

Nina Pawłowna skrzywiła się niezadowolona.

— Nie trzeba krzyczeć.

— To wygląda nieładnie.

— I w ogóle, masz obowiązek pomóc Ricie.

— W końcu nosi twojego przyszłego siostrzeńca.

— To nie jest mój siostrzeniec! — Raisa niemal zerwała się do krzyku.

— Rozwodzimy się ze Stepanem!

— Rozumiecie?

— Roz-wodzi-my-się!

— Rita jest dla mnie nikim.

— I wy też jesteście dla mnie nikim.

— Nic wam nie jestem winna!

Małgorzata pociągnęła nosem i przycisnęła dłonie do brzucha.

— Raja, proszę…

— Naprawdę nie mam już dokąd pójść.

— Rodzice nie mogą mnie przyjąć.

— Mają remont, no i nie ma miejsca…

— Remont? — Raisa przeniosła wzrok na teściową.

— Przecież macie duże mieszkanie.

— Jaki znowu remont?

Nina Pawłowna odwróciła wzrok.

— Zdecydowaliśmy się powiększyć kuchnię.

— Robotnicy już zaczęli.

— Tam nie da się teraz żyć — pył, brud, hałas…

— Więc specjalnie zaczęliście remont, żeby wysłać Ritę do mnie? — domyśliła się Raisa.

— Cóż za wyrachowanie!

— Nic podobnego! — oburzyła się Nina Pawłowna.

— Po prostu tak się złożyło.

— I w ogóle, Stepan jest pewien, że ma prawo do połowy mieszkania.

— To znaczy, że Rita mogłaby mieszkać na jego części.

— Stepan was okłamał! — Raisa ze złością tupnęła nogą.

— On nie ma żadnych praw do tego mieszkania!

— To prezent od mojej cioci osobiście dla mnie!

— Ile można tłumaczyć w kółko to samo?

— To jeszcze sąd rozstrzygnie — wieloznacznie zauważyła teściowa.

— Sąd? — Raisa się zaśmiała.

— Ależ proszę bardzo!

— Pokazywałam już wszystkie dokumenty prawnikowi.

— Stepan nie ma ani jednej szansy.

Małgorzata znów spróbowała wślizgnąć się do mieszkania.

— Raja, daj mi chociaż wejść.

— Usiądziemy, napijemy się herbaty, spokojnie wszystko omówimy…

— Nie! — Raisa całkowicie zablokowała przejście.

— Żadnych rozmów przy herbacie.

— Wychodźcie stąd obie!

— Jak śmiesz tak rozmawiać? — oburzyła się Nina Pawłowna.

— Przecież jesteśmy rodziną!

— Nie jesteście już dla mnie rodziną! — krzyknęła Raisa.

— Jesteście krewnymi mojego prawie byłego męża.

— I na tym koniec!

W tym momencie uchyliły się drzwi sąsiedniego mieszkania.

Wyjrzała z nich ciekawska sąsiadka, ciocia Lusia.

— Co tu się stało? — zapytała.

— A, próbuję pozbyć się nieproszonych gości! — zirytowana odpowiedziała Raisa, odsuwając jedną z toreb.

— Ach, to krewni twojego byłego? — ze zrozumieniem skinęła głową sąsiadka.

— Słyszałam ich awantury.

— Dobrze robisz, nie ma co ich żałować.

— Jeszcze tego pożałujesz! — wściekle syknęła Nina Pawłowna.

— Stepan tego nie zapomni!

W tym momencie w kieszeni Raisy zawibrował telefon.

Na ekranie wyświetliło się imię byłego męża.

— Halo.

— Co ty sobie wyobrażasz?! — od razu wrzasnął Stepan.

— Jak mogłaś wystawić za drzwi moją siostrę?

— Nie udało się zrealizować waszego planu? — spokojnie uśmiechnęła się Raisa.

— Najpierw żądałeś udziału w mieszkaniu, teraz postanowiłeś dokwaterować tu siostrę?

— Ona jest w ciąży!

— Nie ma gdzie mieszkać!

— To wasz problem.

— Skoro jesteś takim troskliwym bratem, dlaczego nie weźmiesz jej do siebie?

— Wynajmuję kawalerkę!

— To wynajmij mieszkanie dwupokojowe.

— Albo ulokuj ją u rodziców.

— Mają remont!

— Bardzo terminowy remont.

— Stepan, wy to wszystko specjalnie wymyśliliście.

— Postanowiliście przez Ritę zahaczyć się w moim mieszkaniu?

— Żeby potem nie dało się jej eksmitować?

W słuchawce zapadła cisza.

— Tak też myślałam — z satysfakcją powiedziała Raisa.

— Jeszcze za to odpowiesz!

— Podam cię do sądu!

— Spróbuj.

Zakończyła połączenie i od razu dodała numer Stepana do czarnej listy.

Następnie zablokowała Małgorzatę i Ninę Pawłowną.

Dość tego.

Zbyt długo znosiła wybryki tej rodziny.

Minęły dwa miesiące.

Rozwód sformalizowano bez zbędnych problemów.

Sam Stepan nawet nie pojawił się na rozprawie, wysyłając pełnomocnika.

Jego próba roszczenia praw do mieszkania zakończyła się jeszcze przed rozpoczęciem przewodu — sąd odmówił przyjęcia pozwu, wskazując na brak jakichkolwiek podstaw prawnych.

Pewnego dnia Raisa spotkała się w kawiarni ze swoją przyjaciółką Swietłaną i opowiadała najnowsze wiadomości.

— Wyobraź sobie, Małgorzatę wypisali ze szpitala położniczego w zeszłym tygodniu.

— Urodził się chłopiec.

— I wyszła na jaw jedna bardzo ciekawa rzecz.

— Jaka? — zainteresowała się Swietłana.

— Okazuje się, że Wadim wcale jej nie zostawił.

— To ona sama oświadczyła mu, że dziecko nie jest jego.

— Niemożliwe!

— Jak najbardziej możliwe.

— Wdała się w romans z żonatym mężczyzną i była pewna, że ten odejdzie od rodziny.

— Ale kiedy dowiedział się o ciąży, natychmiast zniknął.

— Wtedy Małgorzata powiedziała Wadimowi, że dziecko jest od innego.

— I jak prawda wyszła na jaw?

— Wadim przypadkowo spotkał Stepana.

— Rozgadali się, zaczęli wyjaśniać szczegóły i całe kłamstwo się wydało.

— I co teraz?

— A teraz Wadim odmówił ożenku z nią.

— Rodzice są oburzeni, ponieważ córka długo ich oszukiwała.

— Stepanowi też się dostało.

— Przez jego pomysł z mieszkaniem zaczęli kosztowny remont, wydali masę pieniędzy, a rezultat jest zerowy.

— Teraz Małgorzata mieszka z niemowlęciem u rodziców w pół-zrujnowanym mieszkaniu, a Nina Pawłowna przez całą dobę pomaga przy dziecku i chodzi czarniejsza niż chmura.

— A Stepan?

— Mieszka cały czas tam samo, w wynajmowanej kawalerce.

— Nawiasem mówiąc, w pracy też zaczęły się u niego problemy.

— Wszystkim opowiadał, jakobym bezprawnie przetrzymywała mieszkanie.

— A potem współpracownicy dowiedzieli się, że lokal należy do mnie z tytułu darowizny i żadnych praw nigdy nie miał.

— Kierownictwu takie historie się nie spodobały.

— Premię obcięli, o awansie musiał zapomnieć.

— No to zwrot akcji!

— Jednak sprawiedliwość istnieje.

— I to jeszcze nie wszystko.

— Niedawno Nina Pawłowna zadzwoniła do mnie z nieznanego numeru.

— Wyobraź sobie, prosiła o pomoc dla Małgorzaty — żeby kupić pieluchy i mleko modyfikowane dla dzieci.

— Niby że ma małe dziecko.

— Niewiarygodna bezczelność!

— Powiedziałam jej tylko jedno: „Nino Pawłowna, proszę zostawić mnie w spokoju”.

— Po czym od razu odłożyłam słuchawkę.

— Wszystko, dość.

— Zbyt długo pomagałam ludziom, którzy tego nie doceniali.

Swietłana zaśmiała się i uniosła filiżankę.

— I prawidłowo.

— Takich ludzi nie można żałować.

— Otóż to — uśmiechnęła się Raisa, unosząc swoją kawę.

— Za nowe życie bez cudzych problemów i toksycznych krewnych.

— Za wolność!

Obie kobiety uśmiechnęły się i stuknęły filiżankami.