Maria była dziś w radosnym nastroju: podśpiewywała nawet cicho pod nosem, kończąc zmywanie naczyń.
— Zjadłeś? — zapytała, odwracając się. — Dawaj talerz!
Oleg podał jej talerz i ciężko westchnął.
— Maryczko… może jednak nie pójdziesz?
— Co powiedziałeś? — nie dosłyszała Maria. — Czekaj chwilę!
Szybko dokończyła zmywanie, zakręciła wodę i usiadła naprzeciwko męża.
— Słucham cię — powiedziała.
— Mówię, że może nie powinnaś jutro iść? — powtórzył Oleg. — Nie masz po co iść do mojej matki.
Maria spojrzała na niego ze zdziwieniem.
— Oleg… — westchnęła. — Po pierwsze, już wszystko ustaliliśmy.
Po drugie, twoja mama sama do mnie dzwoniła i bardzo prosiła, żebym przyjechała.
Przecież to jej jubileusz, a nie zwykłe urodziny.
I po trzecie, doskonale wiesz, że od pół roku nie wychodziłam nigdzie dalej niż na plac zabaw i do sklepu.
Ja też chcę się trochę rozerwać i zmienić otoczenie.
— A czegoś ty się spodziewała? — zdziwił się Oleg. — Decydując się na dziecko, wiedziałaś, na co się piszesz.
To nie jest zabawka. Dziecko potrzebuje stałej uwagi.
I w ogóle, jaka normalna matka męczy się przy własnym dziecku? Nie rozumiem twoich pretensji.
— Nie mam pretensji — odpowiedziała spokojnie Maria. — Po prostu chcę pójść na urodziny twojej mamy.
Rozerwać się, trochę odetchnąć… Nie idę z koleżankami do kawiarni, tylko z mężem na jubileusz jego matki.
I to na jej własne zaproszenie!
— A ja uważam, że nie powinnaś tam iść! Jesteś matką! — podniósł głos Oleg.
— A ty jesteś ojcem — uśmiechnęła się łagodnie Maria. — W takim razie złożymy twojej mamie życzenia przez telefon, a prezent przekażesz jej później.
— W jakim sensie? — nie zrozumiał.
— Sam powiedziałeś: dziecko potrzebuje stałej uwagi rodziców.
Znaczy to, że jutro zostajemy w domu i zajmujemy się dzieckiem razem.
Przecież jesteś takim samym rodzicem jak ja.
Tylko kiedy ty chodziłeś na urodziny do kolegów czy siostry, jakoś o tym zapominałeś.
— Ja musiałem odpocząć!
— A ja nie muszę? Jestem z dzieckiem całą dobę — znacznie więcej niż ty.
— Jesteś matką!
— A ty ojcem!
Oleg zrozumiał, że nie będzie łatwo jej przekonać.
Była nastawiona poważnie: albo idą razem, albo nie idą wcale. Uparta…
Wtedy postanowił podejść do tego z innej strony.
— Dobrze — ustąpił. — A z kim zostanie Pawlik? Przecież nie weźmiesz go ze sobą do restauracji?
— Z moją mamą. Sama zaproponowała, że z nim zostanie.
— I nie wstyd ci jej obciążać? Dziecko ma dopiero pół roku! Rodzice powinni je wychowywać!
— Oczywiście. Czyli zostajemy w domu i zajmujemy się dzieckiem? — zapytała spokojnie Maria.
— No… powiedzmy, że pójdziemy… Ale co ty nałożysz? Nie mamy pieniędzy na nową sukienkę ani czasu, żeby jechać do sklepu.
— To żaden problem! — zaśmiała się. — Po prostu nie zauważyłeś, że trochę schudłam.
Idealnie mieszczę się w swoje sukienki, które zresztą są prawie nowe — dwie z nich miałam na sobie tylko raz.
…Następnego dnia Oleg był w fatalnym nastroju.
Liczył na to, że wieczór potoczy się zupełnie inaczej: będzie można się rozluźnić, odpocząć, może nawet potańczyć z jakąś ładną kobietą…
Zresztą jubileusz matki to świetna okazja, by wrócić do domu po północy, kiedy w mieszkaniu będzie już cisza.
Ale Maria postanowiła iść razem z nim.
Maria natomiast była w świetnym nastroju.
Pawlik zachowywał się spokojnie, nie marudził, bawił się to w łóżeczku, to w leżaczku, dając jej możliwość spokojnego przyszykowania się.
Do tego jej mama przyszła nawet wcześniej, niż obiecała, więc nie było żadnego pośpiechu.
Maria zdecydowała, że nie będą zamawiać taksówki — po co zbędne wydatki?
Restauracja znajdowała się blisko przystanku, czasu było pod dostatkiem.
Oleg miał przyjechać prosto z pracy i umówili się, że spotkają się przy wejściu.
— Nie rozmyśliłaś się? — mruknął do słuchawki.
Maria tylko uśmiechnęła się i pokręciła głową.
…Złożyli jubilatce życzenia, uściskali ją, wręczyli kwiaty i prezent, po czym zajęli miejsca przy stole.
— Maryjko, nałożę ci trochę sałatki! — zaproponowała troskliwie teściowa.
— Jej nie wolno! — wtrącił ponuro Oleg. — Karmi dziecko!
— Przecież nie proponuję jej szampana!
— Tego by jeszcze brakowało! — oburzył się.
— Dziękuję za troskę, ale sama wiem, co mi wolno, a czego nie — odpowiedziała spokojnie Maria.
— I ryby też jej nie wolno! — nie ustępował Oleg chwilę później, gdy teść zaproponował jej rybną przekąskę. — Pomyślałaś o dziecku?
— Oleg, wszystko jest pod kontrolą, nie martw się — odpowiedziała.
Z każdą minutą Oleg stawał się coraz bardziej ponury: Maria ewidentnie czerpała przyjemność z tego, że w końcu wyszła z domu.
— Nie wstyd ci? — syknął. — Zostawiłaś dziecko z babcią, a sama się bawisz!
A jeśli on tam płacze bez matki?
— Nie płacze — odpowiedziała spokojnie Maria. — Zjadł puree i już śpi.
Dziesięć minut temu dzwoniłam do mamy. Zapomniałeś?
Oleg tylko zmarszczył brwi i zaczął szybko jeść sałatkę.
„Niczego nie bierze do siebie… Uparta!” — pomyślał.
— Oleżku, potańczymy? — zaproponowała Maria. — Muzyka na żywo… Kiedy ostatni raz tańczyliśmy?
— Idź sama — mruknął. — Nie mam nastroju.
W tym momencie do ich stolika podszedł miły mężczyzna około czterdziestki i zwracając się do Olega, zapytał uprzejmie:
— Czy nie będzie miał pan nic przeciwko, jeśli poproszę pana partnerkę do tańca?
Oleg skrzywił się, ale jednak skinął głową.
Maria wróciła do stolika po tańcu i natychmiast usłyszała wyrzuty:
— Powiedz mi, czy ty w ogóle masz sumienie?
Powiedziałem, że mam zły nastrój, a ty zamiast mnie wesprzeć, poszłaś tańczyć z obcym facetem!
Mężatka, matka! Dziecko w domu, a ty się tutaj bawisz! Jak mam to rozumieć?
Mówił to dość głośno, więc jubilatka, patrząc na niego surowo, zawołała syna do siebie.
— Co ty wyprawiasz? — syknęła, uśmiechając się do gości. — Maria jest moim gościem!
Ona przez ciebie świata Bożego nie widzi, nawet do fryzjera nie może wyjść!
Specjalnie ją zaprosiłam, bo widzę, jak jej ciężko.
Ja pracuję i nie mogę często pomagać, ale chociaż na święto ją zaprosiłam, żeby trochę odpoczęła. W ogóle ci jej nie żal?
— Mamo, o czym ty mówisz? Dlaczego miałoby mi być jej żal? Od czego ma odpoczywać?
Od własnego dziecka? Jest matką! I nie pracuje!
Jej jedynym zadaniem jest syn! Jakie rozrywki?
— Synu, wybacz, ale zachowujesz się teraz jak egoista i nieczuły człowiek!
Nie poznaję cię. Nie waż się psuć mi święta i Marii nastroju!
Ale słowa matki nie pomogły. Oleg poczuł się tylko jeszcze bardziej urażony.
— Jedziemy do domu! — powiedział ostro do Marii. — Wezwałem taksówkę.
— Oleg… przecież dopiero przyszliśmy…
— Ja odjeżdżam! — niemal wykrzyknął. — A ty możesz zostać i tańczyć choćby do rana!
Odwrócił się gwałtownie i poszedł do wyjścia, nawet nie żegnając się z rodzicami.
Maria, powstrzymując łzy, pośpieszyła za nim.
— I po co ci to było? — zaczął Oleg już w taksówce. — Zobacz, do czego doprowadził twój upór!
Twoja matka siedzi z dzieckiem po pracy, dziecko w domu bez ciebie, zepsułaś humor mnie i święto mojej matce. Warto było?
Mówił tak jeszcze długo, czyniąc jej wyrzuty i oskarżając ją, przekonany, że to powinna być dla niej nauczka.
Maria słuchała w milczeniu, odwrócona do okna, i cicho płakała…
…Miesiąc później spakowała rzeczy i wyjechała z dzieckiem do swojej matki.
Nie zamierzała dłużej tolerować takiego traktowania.
A jednak gdzieś głęboko w środku tliła się słaba nadzieja: może Oleg pójdzie po rozum do głowy, przeprosi, zmieni się…
Choć właściwie już nie wierzyła, że ludzie w tym wieku są zdolni do zmiany.




