Olga obudziła się gwałtownie, jakby ktoś wyrwał ją z głębokiego snu.

W boku czuła nieprzyjemny, kłujący ból — do zniesienia, ale budzący niepokój.

Postanowiła pójść do kuchni po wodę i powoli podniosła się z łóżka.

Przechodząc obok sąsiedniego pokoju, Olga zauważyła Walerę.

Siedział przed komputerem w słuchawkach i był całkowicie pochłonięty kolejną grą.

Na zegarku dawno minęła już północ.

— Walera, idziesz już? — zawołała go.

Ale chłopak nawet się nie odwrócił.

Nadal szybko klikał myszką i coś emocjonalnie mruczał pod nosem.

— Jutro przecież idzie do pracy, a znowu siedzi do nocy… — westchnęła zmęczona Olga, czując, jak ból w boku przybiera na sile.

W kuchni nalała sobie szklankę wody.

Czerwone cyfry na kuchence migały — była dokładnie druga w nocy.

Nieprzyjemne uczucie w brzuchu nie mijało, wręcz przeciwnie — stawało się coraz ostrzejsze.

— Walera! — krzyknęła już głośniej.

Ale odpowiedź znowu nie nadeszła.

Niepokój zaczął stopniowo przeradzać się w strach.

Mocniej ściskając szklankę w dłoni, Olga wróciła do pokoju, w którym siedział jej chłopak.

Jednak ledwo przekroczyła próg, gdy ostry ból przeszył cały jej brzuch.

Przed oczami wszystko pociemniało, nogi się pod pod nią ugięły i osunęła się na podłogę.

Dźwięki stały się głuche i odległe.

Świat jakby skurczył się do małego punktu, a sama Olga poczuła się, jakby leżała na dnie głębokiej studni.

— Walera… Pomóż… — ledwo słyszalnie wyszeptała.

Ostatnią rzeczą, jaka do niej dotarła przed utratą przytomności, był przerażony głos Walery:

— Ojej, Olka! Co z tobą?!

Olga ocknęła się dopiero na sali szpitalnej.

Po operacji czuła straszne osłabienie i całkowitą bezsilność.

Lekarka prowadząca podeszła do niej, uśmiechnęła się i spokojnie powiedziała:

— Minimum ze cztery dni będziesz musiała tutaj poleżeć.

Potem zobaczymy, jak wyjdzie usg i jak wyglądają szwy.

Tak że odpoczywaj i wracaj do sił.

Olga przeszła poważną operację ginekologiczną, dlatego najbliższe dni miała spędzić w szpitalu.

Uświadomiwszy sobie to, wzięła telefon i zaczęła dzwonić do Walery.

Dopiero po dziesiątym telefonie w końcu odebrał.

Jego głos był zaspany i zirytowany.

— Ola? No co tam? Spałem, gra przeciągnęła się do nocy… Po co dzwonisz? Jak się w ogóle czujesz?

— Już normalnie… Miałam operację. Ale zostaję w szpitalu. Potrzebuję rzeczy. Przywieziesz?

— Rzeczy? No dobra… Podeślij listę… Potem podrzucę…

Olga szybko napisała wiadomość ze wszystkim, co niezbędne, i wysłała mu ją.

Walera przeczytał ją prawie natychmiast, ale tamtego dnia w ogóle się nie pojawił.

Późnym wieczorem, gdy godziny odwiedzin już się skończyły, ponownie wybrała jego numer.

— Walera, dlaczego nie przyjechałeś?!

— No weź zrozum… Zanim się zebrałem… Zanim znalazłem te wszystkie twoje słoiczki, kremy… Już wieczór nastał. Jutro na pewno przywiozę! Serio!

Olga zbyt dobrze znała jego nawyk odkładania wszystkiego na później, dlatego nie wierzyła już w te obietnice.

Z ciężkim sercem pomyślała, że jutro wszystko się powtórzy: znowu zaśpi, zagapi się w grę albo znajdzie kolejną wymówkę.

Wtedy Olga postanowiła zadzwonić do swojej koleżanki i przyjaciółki Kasi.

— Sama zabiorę rzeczy od tego twojego „orła” i ci przywiozę! Jak się tam trzymasz? — zapytała z troską Kasia.

— Normalnie… Dziękuję ci.

— Wracaj do zdrowia. Jutro będę.

Następnego dnia Kasia przyniosła do sali torbę z rzeczami.

Jednak patrząc uważnie na Olgę, ewidentnie nie mogła się zdecydować, by coś powiedzieć.

Olga zauważyła to spojrzenie i spróbowała rozładować atmosferę:

— Czy aż tak koszmarnie wyglądam?

— No nie… Wyglądasz normalnie… Tylko… — Kasia zajknęła się, jakby nie wiedziała, od czego zacząć.

— No mów już, Kasia.

— Nawet nie wiem, jak to powiedzieć…

— Mów prosto z mostu, jak jest.

Kasia westchnęła ciężko i spojrzała na przyjaciółkę ze współczuciem.

— Ten twój „orzeł” — to żaden orzeł…

— Mówisz o Walerze? — Olga już czuła, że zaraz usłyszy coś nieprzyjemnego.

Kasia skinęła głową i zaczęła opowiadać:

— Przyjechałam rano do was po rzeczy… I to, co tam zobaczyłam, to po prostu koszmar.

Wchodzę do mieszkania, a on w ogóle nie rozumie, kim jestem i po co przyszłam.

Pyta: „Jaka Olga? Jaka Kasia?”. Potem w końcu do niego dotarło.

Przez cały ten czas chodził po mieszkaniu w samych gaciach, chociaż w domu na pewno nie był sam.

Miałam wrażenie, że imprezowała tam cała ekipa.

Słyszałam z pokoju czyjeś chrapanie, śmiech, jakieś jęki.

W mieszkaniu śmierdziało tak, jakby podłogi pomyto piwem.

A potem z sypialni wyszła kobieta… W różowym peniuarze!

Spojrzała na mnie jak na powietrze i poszła do łazienki.

Olga poczuła, jak w skroniach zaczyna pulsować jej krew.

Już wcześniej rozumiała, że Walera nie jest ideałem mężczyzny, ale czegoś takiego nawet nie potrafiła sobie wyobrazić.

To było gorsze niż wszystkie jej najgorsze przypuszczenia.

Dni w szpitalu wlokły się wolno i monotonnie.

Olga wciąż nie mogła się zdobyć na to, by wprost zapytać Walerę o to, co działo się w mieszkaniu, bo bała się usłyszeć prawdę.

Po kilku dniach do sali dokwaterowano nową dziewczynę — szczuplutką, bladą, ciągle płaczącą.

Prawie z nikim nie rozmawiała, leżała twarzą do ściany i cicho szlochała.

Po jakimś czasie drzwi sali otworzyły się i na progu stanął wysoki, przystojny mężczyzna.

Salowa surowo go upomniała:

— Pięć minut! Tylko w drodze wyjątku. Zrozumiano?

Szybko skinął głową i podszedł do łóżka dziewczyny.

— Dima?! — wykrzyknęła, natychmiast ożywiając się.

Mężczyzna czule wziął ją za rękę i zaczął uspokajać:

— Wszystko będzie dobrze. Wszystko się ułoży. Nie bój się…

Gdy czas minął, salowa ponagliła go do wyjścia.

Po jego odejściu dziewczyna wyraźnie podniosła się na duchu i sama zaczęła rozmowę:

— Przepraszam… Mam na imię Tania. To był mój mąż…

Olga i druga sąsiadka z sali skinęły głową w milczeniu.

— Jestem w ciąży… I dzisiaj rano coś poszło nie tak… Tak długo czekaliśmy na to dziecko… Bardzo długo… I teraz strasznie się boję…

Sąsiadka zaczęła uspokajać Tanię, a Olga mimowolnie pogrążyła się w ciężkich myślach.

Dla Tani jej mąż prawdopodobnie uprosił salową, żeby pobyć parę minut dłużej obok, wesprzeć, uspokoić…

A jej Walera przez trzy dni nawet sam ani razu nie zadzwonił.

Zamiast tego grał w gry komputerowe, urządzał w domu imprezy i prawdopodobnie ją zdradzał.

Od tych myśli Oldze zrobiło się nie tylko smutno — poczuła wręcz obrzydzenie.

Nagle bardzo jasno zrozumiała, jak nienormalny był ich związek przez cały ten czas.

Następnego dnia Olga została wypisana.

Kasia przyjechała po nią, żeby zabrać ją do domu.

Walera uprzedził wcześniej, że nie da rady przyjechać — ma pracę i jakieś sprawy do załatwienia.

Gdy Olga weszła do mieszkania, z którego zabrano ją prawie pięć dni temu, wszystko w środku wydało jej się obce i nieprzyjemne.

Kasia stała w przedpokoju i czekała w milczeniu, aż przyjaciółka spakuje rzeczy.

Gdy Olga wkładała ubrania do walizki, do domu wrócił Walera.

Zobaczywszy ją, zapytał ze zdziwieniem:

— Już w domu? Tak wcześnie?

Kasia, stojąca obok, spojrzała na niego z jawną pogardą:

— A ty co, nie stęskniłeś się? Pięć dni dziewczyny nie było w domu.

— A pani to w ogóle kto? — zmarszczył brwi Walera, ewidentnie jej nie poznając.

— Kasia. Przyjaciółka Olgi. Przyjeżdżałam we wtorek po rzeczy. Nie pamiętasz?

Walera skinął głową, choć po jego twarzy widać było, że ledwo pamięta sam wtorek.

W tym momencie Olga wytoczyła z sypialni walizkę i dwie torby podróżne.

— Gdzie ty się wybierasz? — zapytał skonsternowany Walera.

— Odchodzę — odpowiedziała spokojnie Olga.

— Odemnie czy jak?

— Tak. Od ciebie. I od całego tego cyrku.

Walera patrzył na nią całkowicie nierozumiejącym wzrokiem.

— Poczekaj, co tu się w ogóle dzieje? Dopiero co wróciłem z pracy, a ty pakujesz rzeczy…

— Ty tak serio? — Olga nie mogła już powstrzymać irytacji. — Myślisz, że o niczym nie wiem? Kasia przyszła po moje rzeczy, a ty masz tutaj pijatykę i jakieś kobiety.

Ja w ogóle leżałam po operacji! Przyjechałeś do mnie chociaż raz? Czy twoja dama w różowym peniuarze ci przeszkadzała?

— Ola, to… To po prostu nieporozumienie…

— Nieporozumienie? Walera, mam już dość. Cały czas robisz z siebie głupka. Może wystarczy?

— Nie chciałem cię skrzywdzić… Po prostu tak wyszło…

— Ale wyszło właśnie tak. Mam dość bycia w twoim życiu kimś drugoplanowym. Zawsze wybierasz cokolwiek innego: gry, znajomych, imprezy… Tylko nie mnie.

Olga westchnęła ciężko, czując, jak wszystko w środku kurczy się od żalu.

— Ola, porozmawiajmy normalnie… — zaczął Walera.

Ale natychmiast mu przerwała:

— Nie. Nie chcę już rozmawiać. Odchodzę.

Kasia wzięła walizkę i dziewczyny skierowały się do drzwi.

I wtedy Walera wychylił się na klatkę schodową i jak gdyby nigdy nic zapytał:

— Słuchaj… A swoją część za mieszkanie za ten miesiąc i tak dorzucisz? Bo mam teraz trochę kłopoty z kasą…

Olga nawet się nie odwróciła.

W tamtym momencie ostatecznie zrozumiała: to jest absolutne dno, od którego czas się odbić i zacząć nowe życie.

Z Walerą już nigdy więcej się nie kontaktowała.

A po pewnym czasie dowiedziała się, że przegrał dużą sumę pieniędzy i nie był w stanie opłacać wynajmu mieszkania.

W efekcie musiał wrócić do mieszkania z matką.

A ona na pewno nie pozwoli mu na granie w komputer całymi dniami i siedzenie jej na karku.