Słuchał w milczeniu, nie przerywając, tylko ciężko wzdychał i od czasu do czasu kręcił głową.
Gdy dziewczyna skończyła opowieść, mężczyzna cicho powiedział:
— Ojej, dziecko, uciekaj ty od nich.
Tam nie ma ani ciepła, ani współczucia, tylko pieniądze przed oczami.
Z takimi ludźmi szczęścia nie zbudujesz.
Wracaj do matki — ona cię schroni i obroni.
Chleb jest święty, a oni nad każdą okruszyną drżą.
Za twoje łzy dobra dla nich nie będzie.
Bóg wszystko widzi.
Pozwolił Marince posiedzieć trochę w cieple, dopóki nie poczuła się lepiej, a potem dał trochę pieniędzy, rozumiejąc, że nie zostało jej zupełnie nic.
Dziewczyna natychmiast udała się na pocztę i napisała do starszej siostry krótką wiadomość: „Pilnie wyślijcie pieniądze na drogę do domu. Tylko mamie nic nie mówcie”.
Gdy Marinka wróciła do domu teściowej po rzeczy, Galina Pietrowna już czekała na nią na progu.
Na jej twarzy igrał uszczypliwy uśmieszek.
— Co, znowu gdzieś się włóczyłaś? — powiedziała głośno tak, aby usłyszał Siergiej.
— Zobacz, synu, jaką żonę sobie wybrałeś.
Całymi dniami nie wiadomo gdzie chodzi.
Marinka nawet nie spojrzała w jej stronę.
Spokojnie weszła do pokoju, spakowała walizkę, wzięła pudełko z dziecięcymi rzeczami i wyszła na podwórko.
Obok winnicy pracował Wasilij Iwanowicz.
Podwiązywał winorośl i zauważywszy synową z rzeczami, zamarł.
W jego spojrzeniu było tyle zmęczenia, żalu i wstydu, że Marinkę nagle zabolało serce z powodu tego człowieka.
— Żegnajcie, tato — powiedziała cicho.
Starzec opuścił głowę i prawie szeptem odpowiedział:
— Wybacz nam, córeczko… jeśli uraziliśmy.
Odwrócił się, chowając oczy.
W tym momencie na ganek wyszła Galina Pietrowna.
— I po co ty ją przepraszasz?
Niech idzie tam, skąd przyjechała!
I niech nie wraca z powrotem!
Marinka zatrzymała się przy furtce, powoli odwróciła i spokojnie spojrzała teściowej prosto w oczy.
— Daj wam Boże zdrowia, mamo — powiedziała cicho i wyszła za bramę.
Siergiej tak się i nie pojawił.
Nie wyszedł odprowadzić żony, nie powiedział ani słowa, nie zatrzymał.
Po kilku tygodniach Marinka była już w domu — wśród bliskich, troski i ciepła.
Matka otoczyła ją uwagą, siostry pomagały w gospodarstwie, ojciec starał się niepokoić córki bez potrzeby.
Stopniowo dziewczyna doszła do siebie, nabrała sił i zaczęła przygotowywać się do narodzin syna.
A w domu teściowej życie toczyło się swoim biegiem.
Tylko spokoju tam już nie było.
Siergiej tak i nie dostał się do technikum.
Galina Pietrowna niespodziewanie oświadczyła, że nie zamierza dłużej utrzymywać dorosłego syna.
— Idź do pracy — mówiła.
— Dość próżnowania.
My bez dyplomów przeżyliśmy — i ty przeżyjesz.
Najważniejsze, żebyś pieniądze do domu przynosił.
Lecz wkrótce w rodzinie wydarzyło się nieszczęście.
Galina Pietrowna, przyzwyczajona do robienia wszystkiego samej i niedowierzania nikomu w gospodarstwie, ciężko ucierpiała podczas pracy przy zagrodzie.
Niefortunny upadek doprowadził do poważnego urazu.
Leczenie okazało się długie i bardzo drogie.
Wszystkie oszczędności, które latami oszczędzała i chowała przed rodziną, poszły na szpitale, leki i lekarzy.
Ale zdrowie już nie wracało.
Kobieta gasła, stając się coraz bardziej drażliwa i zaciekła.
Nawet przed samym końcem nie przestawała obwiniać Marinki, zapewniając, że to właśnie synowa przyniosła do ich domu nieszczęście.
Tak i nie potrafiła przyznać, że źródłem nieszczęścia stała się jej własna okrutność.
Po jej odejściu Wasilij Iwanowicz został sam razem z synem w wielkim, ale pustym domu.
Dom stał jak dawniej, ogród dawał plony, winogron ciągnął się po kratach, ale ciepła w nim już nie zostało.
I nikt już nie piekł aromatycznych rybnych ciast, od których kiedyś po raz pierwszy uśmiechnął się gospodarz domu.
Nie na próżno ludzie mówią: nie wolno budować swojej pomyślności na cudzych łzach.
Prędzej czy później wracają one do tego, kto kiedyś stał się ich przyczyną.




