Przekraczając próg mieszkania, Olga niespodziewanie się zatrzymała.

Tuż przy wejściu, starannie ustawione obok jej

butów i butów Iwana, stały cudze pantofle.

Poznała je od razu — drogie, eleganckie, na cienkim, wysokim obcasie.

To było obuwie siostry Iwana.

Po co ona tu jest?

Ola nie przypominała sobie, żeby mąż choć raz ostrzegł ją o jej wizycie.

Jeszcze w drodze do domu, przy przystanku autobusowym, dogonił ją kolega Paweł.

— Ola, twój znowu w delegacji? — zapytał z lekkim uśmiechem.

— Może wstąpimy do kawiarni?

— Napijemy się twojego ulubionego kakao, porozmawiamy spokojnie, bo ciągle jesteśmy w biegu — „cześć” i „pa”.

— Przepraszam, Pasza, dzisiaj nie wyjdzie — odpowiedziała miękko.

— Iwan obiecał przyjść wcześniej, chcieliśmy zająć się kuchnią.

— Po remoncie wciąż jeszcze się nie urządziliśmy.

— A swoją drogą, on już dawno nie jeździ w delegacje.

— A do domu zawsze wraca na czas? — dopytał Paweł z ledwo zauważalnym szyderstwem.

— Nie zawsze — uśmiechnęła się Ola, lekko wzruszając ramionami.

— Teraz bardzo potrzebujemy pieniędzy, więc się spóźnia.

— Kiedy doprowadzimy wszystko do porządku — będzie łatwiej.

— Rozumiem — skinął głową.

— Dobra, miłego wieczoru.

Paweł pożegnał się i poszedł w inną stronę.

Tym razem autobus podjechał prawie od razu — rzadkie szczęście.

Zazwyczaj trzeba było czekać, ale dzisiaj wszystko układało się inaczej: i z pracy wyszła wcześniej, i transport nie zawiódł.

Usiadłszy przy oknie, Ola pogrążyła się w swoich myślach.

Kiedyś z Pawłem wszystko zmierzało do ślubu.

Ale rozstali się głupio, z jakiegoś błahego powodu, którego teraz nawet nie potrafiła wyraźnie sobie przypomnieć.

A potem w jej życiu pojawił się Iwan.

I Olga, jakby na złość przeszłości, wyszła za niego za mąż — jakby chciała udowodnić: „Nie jestem sama i to twoja wina, że mnie straciłeś”.

Paweł wtedy próbował wszystko naprawić: przepraszał, obiecywał być blisko, troszczyć się, uszczęśliwić ją… Ale Ola już zafascynowała się Iwanem i przekonała samą siebie, że do Pawła nigdy nie miała prawdziwych uczuć.

Z czasem przestała o nim myśleć.

A niedawno pojawił się znowu — przeniesiono go do ich filii.

Udawał, że ich spotkanie było przypadkowe, ale Olga czuła: to nie jest po prostu zbieg okoliczności.

I, przyznając szczerze, było jej miło, że Paweł wciąż jest sam i patrzy na nią z dawnym ciepłem.

Gdzieś głęboko w środku życzyła mu szczęścia… i nawet trochę zazdrościła tej kobiecie, która pewnego dnia zostanie jego żoną.

Paweł potrafił pięknie zabiegać o względy, był uważny i romantyczny — takich mężczyzn teraz rzadko się spotyka.

Swojego życia Ola nie uważała za nieudane.

Po prostu Iwan w ostatnim czasie prawie nie bywał w domu.

Naprawdę się starał — chciał zapewnić stabilność, komfort, dobrobyt.

Ale dla niej prawie nie zostawało mu czasu.

Na dodatek mieszkali w mieszkaniu jego siostry.

Oksana sama zaproponowała im, żeby tu pomieszkali, póki jej dzieci dorastają.

Ona z mężem nie miała problemów finansowych — nigdy nie pracowała, a ich rodzina inwestowała w nieruchomości „na przyszłość”, nie wynajmując mieszkań.

Ola z Iwanem zrobili remont według swojego gustu — Oksana nie miała nic przeciwko.

Teraz zajmowali się meblami.

Ale coraz częściej Ola łapała się na myśli, że być może łatwiej byłoby wynajmować mieszkanie.

W końcu włożono już tyle, że te pieniądze wystarczyłyby na lata wynajmu lub nawet na pierwszą ratę kredytu hipotecznego.

Ale Iwan wtedy zapalił się do tego mieszkania i ona nie zaczęła się spierać.
Ola wysiadła z autobusu, szybko przeszła przez drogę i skierowała się w stronę domu.

W powietrzu unosił się zapach deszczu, ale jej nie było do tego.

Myśli się plątały, zastępując jedna drugą.

Jak długo już tu mieszkają?

Rok?

Półtora?

Dokładnej odpowiedzi nie było.

Ale uczucie tymczasowości nie opuszczało jej — jakby prawdziwe życie było dopiero przed nią, tylko nie wiadomo, kiedy się zacznie.

Podchodząc do klatki schodowej, nagle zauważyła, że idzie powoli, jakby odwlekając moment powrotu.

Drzwi zwyczajnie kliknęły, wpuszczając ją do półmrocznej klatki.

Wchodząc na czwarte piętro, poczuła, jak w środku narasta dziwne napięcie.

Otworzywszy drzwi mieszkania, Ola znów zobaczyła te same buty.

Stały w tym samym miejscu, jako milczące potwierdzenie czyjejś obecności.

Już chciała zawołać męża, ale coś ją powstrzymało.

Intuicja podpowiedziała: lepiej najpierw posłuchać.

— Chcieliśmy z mężem odpocząć — dobiegł głos Oksany.

— Ale jemu z urlopem nie wychodzi.

— Postanowiłam oddać bilety tobie… ale pod jednym warunkiem: pojedziesz nie z żoną, a z Wierą.

Ola zamarła.

Z Wierą?

To imię słyszała wcześniej — Iwan mimochodem o nim wspominał.

Wydaje się, że siostra próbowała kiedyś zapoznać go z tą kobietą.

— Nie potrzebuję żadnej Wiery — odpowiedział Iwan z irytacją.

— Przecież mówiłem: mam żonę.

— Przestań zaczynać wszystko od nowa.

Ola poczuła nawet ulgę.

Wszystko jak zwykle — Oksana się wtrąca.

Ale ta nie zamierzała ustępować.

— Kogo ty oszukujesz? — kontynuowała.

— Pamiętam, jak ją kochałeś.

— Przecież prawie się ożeniliście.

— A potem wszystko zniszczyłeś.

— Ola to nie dla ciebie.

— A Wiera — to zupełnie inna sprawa.

Oli zabrakło tchu.

Kochał?

Chciał się ożenić?

A jej mówił, że nic poważnego nie było…

— To już przeszłość — odpowiedział Iwan, ale w jego głosie już brzmiała niepewność.

— Jestem żonaty.

— Mam zobowiązania.

— Tak jakie zobowiązania? — uśmiechnęła się Oksana.

— Dzieci nie ma, nic nie trzyma.

— A mieszkać tak będziecie w cudzym mieszkaniu?

— Wiera, między innymi, ma swoje — duże, nowe.

— I ona do tej pory na ciebie czeka.

Ola przywarła do ściany, czując, jak w środku wszystko się zaciska.

— Dość — zmęczonym głosem powiedział Iwan.

— Mieszkanie — to nie najważniejsze.

— Po prostu boisz się przyznać do prawdy — nie ustępowała siostra.

— Z Olą szczęśliwy nie będziesz.

— A z Wierą będziesz miał wszystko.

Nastała cisza.

— I co ja powiem Oli? — cicho zapytał on.

Oli pociemniało w oczach.

— Powiesz, że pomagasz mi na działce — spokojnie odpowiedziała Oksana.

— A sam pojedziesz z Wierą nad morze.

— Wszystko proste.

Tego Ola już nie wytrzymała.

Cicho wyszła z mieszkania i, nie oglądając się za siebie, pośpieszyła na dół.

Nogi same zaprowadziły ją do niewielkiej kawiarni.

Tam było prawie pusto, grała spokojna muzyka.

Zamówiła kakao z wanilią i usiadła przy oknie.

Myśli się plątały, wracając do tego, co usłyszała.

Jak mógł?

Dlaczego milczał?

Czyżby ich małżeństwo — to tylko próba udowodnienia czegoś innej kobiecie?

I przecież ona sama kiedyś wyszła za mąż na złość Pawłowi…

Ale ona przecież pokochała naprawdę.

Za oknem ściemniało.

Kakao wystygło, tak i nie ruszone.

Iwan nie dzwonił.

„Pewnie już zbiera się nad morze”, — z goryczą pomyślała.

Telefon okazał się rozładowany.

Ola westchnęła — odwlekać już nie można.

Trzeba wracać.

Kiedy weszła do mieszkania, przywitała ją cisza.

W pokoju stały torby, a Iwan pakował rzeczy.

— Co ty robisz? — cicho zapytała.

— Ola, wyprowadzamy się stąd — spokojnie odpowiedział.

— Znalazłem mieszkanie.

— Na razie wynajmowane, a dalej pomyślimy o hipotece.

Popatrzył na nią uważniej.

— A ty gdzie byłaś?

— Cały wieczór próbowałem się dodzwonić.

Ola się zmieszała.

— My… wyprowadzamy się?

— Tak — skinął głową.

— Pokłóciłem się z Oksaną.

— Dość zależeć od niej.

— Potrzebujemy swojego mieszkania.

Usiadł obok.

— Musiałem powiedzieć wcześniej… Rzeczywiście miałem relacje z Wierą.

— I tak, ożeniłem się z tobą, żeby ją urazić.

— Ale to już przeszłość.

— Teraz kocham tylko ciebie.

Ola słuchała, i napięcie stopniowo puszczało.

— Wybacz, że nie powiedziałem od razu — cicho dodał.

— Nie chciałem do tego wracać.

Głęboko westchnęła, czując, jak napływają łzy.

— Dobra… co było — to minęło.

— Powiedziałeś, że znalazłeś mieszkanie?

— Tak.

— Będzie niełatwo, ale to będzie nasze życie.

— Bez cudzej ingerencji.

Ola skinęła głową.

Pierwszy raz od długiego czasu poczuła, że wszystko wreszcie staje się prawdziwe.

— No co, — uśmiechnął się Iwan, — zaczniemy od czystej karty?

Ola cicho się zgodziła.

Teraz pozostało tylko uwierzyć, że przeszłość rzeczywiście została za plecami.