ŻAL MILIARDERA: ODWOŁAŁ ZARĘCZYNY Z „DZIEWCZYNĄ ZE WSI”, BY POTEM ODKRYĆ, ŻE TO KOBIETA JEGO MARZEŃ…

**Powrót zaginionej dziedziczki**

Głęboko w spowitych mgłą szczytach Gór Appalachów, ukryte sanktuarium znane jako „Dolina Asklepiosa” stało odizolowane od współczesnego świata.

To właśnie tam w tajemnicy szkolono najbardziej elitarnych holistycznych lekarzy na świecie.

Emily Sterling stała przed grobem swojego mentora, Wielkiego Mistrza.

„Mistrzu, już cię nie ma. Czas, żebym wróciła do domu” — wyszeptała Emily, ściskając małe, pradawne drewniane pudełko zawierające Platynowe Igły — symbol przywódcy Doliny.

„Nie możesz odejść!” — krzyknęła grupa starszych, zastępując jej drogę.

„Jesteś następczynią! Jeśli odchodzisz, oddaj Platynowe Igły!”

„Służyłam Mistrzowi do ostatniego tchnienia. Nic wam nie jestem winna” — powiedziała Emily spokojnie.

„A jeśli chcecie walczyć…”

W mgnieniu oka Emily obezwładniła trzech dorosłych mężczyzn precyzyjnymi uderzeniami w punkty uciskowe.

Zwalił się na ziemię, sparaliżowani, ale nie ranni.

„Wracam do Nowego Jorku” — powiedziała, poprawiając plecak.

„Moja rodzina czeka.”

**Posiadłość Sterlingów**

Nowy Jork.

Rodzina Sterlingów była jedną z najbogatszych dynastii w Ameryce.

„Wielki bracie, ona naprawdę wraca?” — Tiffany Sterling, adoptowana córka, nerwowo chodziła po salonie posiadłości w Hamptons.

Od stóp do głów była ubrana w Chanel.

William Sterling, najstarszy brat i prezes Sterling Corp, westchnął.

„Tak, Tiffany. Znaleźliśmy ją. Mieszka w górach od piętnastu lat. Może być… nieobyta. Ale to nasza krew.”

„Mam nadzieję, że nas nie skompromituje” — prychnął Tyler Sterling, drugi brat i mistrz MMA.

„Słyszałem, że dorastała na farmie.”

Podjechała taksówka.

Emily wysiadła, ubrana w proste dżinsy i t-shirt.

Spojrzała na ogromną rezydencję.

Była chłodna i onieśmielająca.

„Witaj w domu, Emily” — powiedział William sztywno.

„To są twoi bracia: Tyler, Lucas, Ryan i Cody.”

„A ja jestem Tiffany!”

Adoptowana siostra podeszła do przodu, udając słodki uśmiech.

„Trzymałam dla ciebie ciepło w twoim pokoju.”

„Dziękuję” — odparła Emily chłodno.

Z odległości kilometra wyczuwała fałszywe perfumy i fałszywą szczerość.

„Dziś wieczorem mamy galę” — powiedział William.

„To twoje przyjęcie zaręczynowe. Jesteś zaręczona z Julianem Thornem, prezesem Thorne Enterprises. Idź się przebrać. Tiffany pożyczy ci sukienkę.”

„Pożyczy?”

Emily uniosła brew.

„To mój dom, prawda?”

„Nie bądź niewdzięczna” — warknął Tyler.

„Tiffany się z tobą dzieli.”

Na górze Tiffany podała Emily krzykliwą, niemodną różową sukienkę.

„Proszę. Pasuje do twojego… wiejskiego stylu.”

Emily dotknęła materiału.

„Tani poliester. Rodzina Sterlingów zbankrutowała?”

„Ty!”

Tiffany zacisnęła zęby.

„Myślisz, że jesteś wyjątkowa tylko dlatego, że masz krew Sterlingów? To mnie kochają. Ja jestem prawdziwą panną Sterling. Ty jesteś tylko gościem.”

**Przyjęcie zaręczynowe**

Sala balowa hotelu Plaza była wypełniona nowojorską elitą.

Wszyscy szeptali o „dziedziczce z zadupia”.

„Szanowni państwo” — ogłosił William.

„Moja siostra, Emily Sterling.”

Emily zeszła po schodach.

Nie miała na sobie różowej sukienki.

Miała na sobie olśniewającą, szmaragdowozieloną suknię, którą kupiła sama, przerabiając ją tak, by podkreślić swoją elegancję.

Jednak szepty nie ucichły.

„Wygląda w porządku, ale słyszałam, że nawet nie skończyła liceum” — szepnęła jedna z pań z towarzystwa.

Wtedy otworzyły się drzwi.

Wszedł Julian Thorne.

Był zniewalająco przystojny, najbardziej pożądany kawaler na Manhattanie, znany z lodowatej bezwzględności.

„Panie Thorne” — przywitał go William.

„Poznaj swoją narzeczoną.”

Julian spojrzał na Emily z pogardą.

„Jestem tu, żeby odwołać zaręczyny.”

W sali zapadła cisza.

„Słucham?”

William zmarszczył brwi.

„Nie poślubiam obcych, a już na pewno nie poślubiam złotokopek z gór” — oświadczył Julian głośno.

„To moja babka to ułożyła, nie ja. Odmawiam.”

„Julian, nie możesz mówić poważnie” — syknął William.

„To sojusz między naszymi rodzinami.”

„Nie obchodzi mnie to” — prychnął Julian.

„Poza tym słyszałem, że jest niewykształcona. Czy ona w ogóle umie czytać nuty? Moja żona musi być obyta.”

Tiffany zrobiła krok do przodu, widząc swoją szansę.

„Och, Julianie, nie bądź taki surowy. Mogę zagrać na fortepianie dla wszystkich, żeby załagodzić sytuację.”

Tiffany zagrała przyzwoitą interpretację Mozarta.

Tłum bił brawo.

„Widzisz?”

Julian uśmiechnął się szyderczo do Emily.

„Tiffany jest damą. A ty jesteś… cóż, popatrz na siebie.”

Emily nie powiedziała ani słowa.

Podeszła do fortepianu Steinwaya, usiadła i strzeliła kostkami palców.

Potem zagrała *La Campanella* Liszta.

Jej palce poruszały się jak błyskawice.

Muzyka była potężna, przejmująca i technicznie doskonała.

To był występ godny Carnegie Hall.

Gdy skończyła, w sali zapanowała martwa cisza.

Emily wstała, spojrzała Julianowi w oczy i powiedziała: „Przyjmuję twoje odwołanie. I tak nie chciałabym poślubić mężczyzny, który jest głuchy.”

Wyszła, zostawiając Juliana oszołomionego.

**Drugie oblicze**

Julian Thorne był zaintrygowany, ale jego ego zostało poturbowane.

Opuścił przyjęcie i poszedł do prywatnego baru, żeby ochłonąć.

W drodze został zaatakowany przez rywalizujący gang w ciemnej uliczce.

„Oddawaj kontrakt Thornów!”

Julian walczył, ale było ich zbyt wielu.

Gdy nóż miał przebić mu pierś, z metalowych schodów ewakuacyjnych zeskoczyła jakaś postać.

To była kobieta w czarnej bluzie z kapturem i masce na twarzy.

Poruszała się z płynnością wody i siłą huraganu.

W dziesięć sekund sześciu uzbrojonych mężczyzn leżało na ziemi i jęczało.

Chwyciła Juliana za nadgarstek, sprawdzając puls.

„Masz nieregularne tętno. To wada wrodzona.”

„Kim jesteś?”

Julian sapnął, zahipnotyzowany jej oczami.

„Mów mi… Feniks” — powiedziała, a jej głos był stłumiony.

Uciskając punkt na jego szyi, natychmiast uśmierzyła ból.

„Wracaj do domu, miliarderze.”

Zniknęła w nocy.

Julian dotknął szyi.

„Znajdź ją” — powiedział do swojego asystenta.

„Znajdź tę lekarkę. To jest kobieta, której chcę.”

Nie wiedział, że „Feniks” to dziewczyna, którą chwilę wcześniej publicznie odrzucił.

**Zatrucie**

W posiadłości Sterlingów napięcie sięgało zenitu.

William, najstarszy brat, cierpiał na przewlekłe migreny i miał sparaliżowaną rękę po dawnym wypadku.

„Proszę, wielki bracie” — powiedziała Tiffany słodko, podając mu filiżankę herbaty.

„Zaparzyłam ją specjalnie dla ciebie.”

William wypił.

Chwilę później dostał drgawek, zaczął pienić się z ust i osunął się na ziemię.

„Został otruty!”

Doktor Lucas Sterling (trzeci brat) krzyknął, sprawdzając puls.

„To tojad!”

„To ona!”

Tiffany wrzasnęła, wskazując na Emily.

„Widziałam, jak Emily wcześniej grzebała przy liściach herbaty! Próbuje zabić Williama, żeby odziedziczyć firmę!”

„Co?!”

Tyler ryknął.

„Emily, jak mogłaś?”

„To nie ja” — powiedziała Emily spokojnie.

„Wynoś się!”

Lucas krzyknął.

„Jestem lekarzem, znam truciznę, gdy ją widzę. Uprawiałaś jakieś górskie voodoo i prawie go zabiłaś!”

„Odsuń się” — Emily odepchnęła Lucasa.

„Jeśli nie pozwolicie mi go teraz leczyć, umrze w trzy minuty.”

„Nie dotykaj go!”

Tyler podniósł pięść.

Emily bez wysiłku zatrzymała jego cios.

Wyjęła srebrne etui i odsłoniła Platynowe Igły.

Z chirurgiczną precyzją wbiła dziewięć igieł w klatkę piersiową i głowę Williama.

Była to starożytna technika „Dziewięciu Wskrzeszeń”.

William gwałtownie zaczerpnął powietrza i się ocknął, wykrztuszając czarną krew.

„Ja… ja oddycham. Moja ręka… czuję moją rękę!”

Lucas patrzył osłupiały.

„To… to legendarna technika. Zna ją tylko Mistrz Doliny Asklepiosa. Emily… kim ty jesteś?”

„Jestem Mistrzem” — powiedziała Emily po prostu.

**Prawda wychodzi na jaw**

„To sztuczka!”

Tiffany krzyknęła.

„Ona go otruła tylko po to, żeby go uratować i wyglądać jak bohaterka!”

„Dość” — odezwał się głos z progu.

To był Cody, najmłodszy brat i haker światowej klasy.

„Właśnie odzyskałem nagrania z kamer z kuchni” — powiedział Cody, unosząc tablet.

„I przekopałem się też przez policyjne archiwa sprzed piętnastu lat.”

Odtworzył film na dużym ekranie.

Widać było, jak Tiffany wsypuje proszek do herbaty Williama.

„Nie! To fałsz!”

Tiffany zawyła.

„A także” — ciągnął Cody, a głos drżał mu z wściekłości — „znalazłem zeznanie niani, która piętnaście lat temu ‘zgubiła’ Emily. Ona jej nie zgubiła. Pięcioletnia Tiffany zapłaciła jej diamentową bransoletką, żeby zostawiła Emily w lesie.”

W pokoju zapadła cisza.

„Ty…”

William spojrzał na Tiffany, siostrę, którą rozpieszczał.

„Porwałaś Emily? Próbowałaś mnie zabić?”

„Musiałam!”

Tiffany wrzasnęła, gdy jej maska pękła.

„Byłam księżniczką! A potem urodziła się ona i wszyscy o mnie zapomnieliście! Nienawidzę jej! Nienawidzę was wszystkich!”

„Zabierzcie ją” — powiedział William lodowato.

„Wezwijcie policję.”

Gdy Tiffany wyprowadzano siłą, pięciu braci zwróciło się do Emily.

Upadli na kolana.

„Emily… tak nam przykro” — szlochał William.

„Zawiedliśmy cię.”

„Wstańcie” — powiedziała Emily.

„Nie potrzebuję przeprosin. Potrzebuję rodziny.”

**Rozdział 7: Milijarder na kolanach**

Tydzień później Julian Thorne odnalazł „Feniksa”.

Wytropił ją do posiadłości Sterlingów.

Zapukał do drzwi, trzymając ogromny bukiet róż.

„Przyszedłem do Cudownej Lekarki” — powiedział Julian lokajowi.

Emily wyszła, ubrana w fartuch laboratoryjny.

Julian upuścił róże.

„Ty?”

„Witam, panie Thorne” — uśmiechnęła się kpiąco Emily.

„Przyszedł pan znowu odwołać zaręczyny?”

„Ty… ty jesteś Feniksem?”

Julian wyjąkał.

„To ty uratowałaś mnie w zaułku? To ty uratowałaś swojego brata?”

„Tak. I jestem też tą ‘dziewczyną z zadupia’, którą odrzuciłeś.”

Julian poczuł się jak największy idiota na Ziemi.

Padł na kolana na ganku.

„Emily, byłem ślepy. Byłem arogancki. Proszę… daj mi jeszcze jedną szansę. Przywróć zaręczyny.”

Nagle pięciu mężczyzn stanęło przed Emily.

„Doprowadziłeś naszą siostrę do łez” — Tyler strzelił knykciami.

„Nazwłeś ją wieśniarą” — Ryan skrzyżował ramiona.

„Nie jesteś jej godzien” — stwierdził William.

„Zlać go!”

Cody zakrzyknął.

Gdy bracia gonili miliardera w dół podjazdu, Emily się roześmiała.

Po raz pierwszy od piętnastu lat naprawdę była w domu.